Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_jestemmobi_green

A gdyby tak nie robić własnych aplikacji AR, tylko korzystać z blippAR…

4

12 grudnia 2012

Autor: Monika

Dave’a poznałam tydzień temu na konferencji Mobile Com Com. Dave Black pracuje jako Business Development Manager blippAR. Przed jego prelekcją tylko 3 osoby podniosły rękę w odpowiedzi na pytanie, czy znały wcześniej blippAR. Jeśli mnie pamięć nie myli, były to osoby z zagranicy. Hipoteza, że w Polsce ta aplikacja mobilna jest kompletnie nieznana nie będzie raczej przesadzona. Dlatego pozwólcie, że najpierw wyjaśnię, czym ten blippAR jest…

O co chodzi?

blippAR to aplikacja mobilna, która zamienia statyczny obraz na interaktywny content z poziomu urządzenia mobilnego. Jest to platforma do rozpoznawania obrazów, oparta o Augmented Reality. Upraszczając: tak jak aplikacja QR Reader czy QR Scanner czyta fotokody i wyświetla Ci ukryty pod nimi content, tak blippAR czyta zdjęcia (strony gazet, plakaty, okładki płyt CD, zdjęcia, itp.), rozpoznaje fizyczne przedmioty (np. słoik kremu orzechowego) i wyświetla content w rozszerzonej rzeczywistości.

Przykład #1: kampania dla Maybelline. Przymierz swoje dłonie do 40 nowych kolorów lakierów do paznokci :)

 

Przykład #2: Przymierz ciuch, który widzisz w reklamie New Look w gazecie. Jeśli Ci się spodoba, od razu kup.

 

Przykład #3: książka z przepisami kulinarnymi na markerze, którym jest butelka ketchupu Heinz. Zgłodniałeś?

 

Przykład #4: masz płytę Justina Biebera? Zobacz, co Justin chce Ci powiedzieć i zrób sobie z nim zdjęcie ;)

 

…Dobra, nie musisz mieć płyty. Sprawdź sam (sic! sama!). Pobierz aplikację blippAR na iPhone’a lub iPada lub telefon z systemem Android i nakieruj obiektyw swojego aparatu na poniższy obrazek:

 

Haha! Basta, nie męczę Bieberem. Otwórz lodówkę i spróbuj lepiej z ketchupem ;)) Albo zajrzyj na kanał blippAR’a na YouTube – w tej chwili są tam 73 filmy, pokazujące wykorzystanie tej aplikacji.

Teraz trochę danych…

Aplikacja blippAR powstała w sierpniu zeszłego roku w Londynie. W ciągu niecałego 1,5 roku pobrało ją ponad 1,5 miliona użytkowników. Już 250 marketerów zdecydowało się na obecność reklamową w tej aplikacji. Kilku celebrytów (np. Richard Branson, Tulisa) popularyzuje ją wśród rzeszy swoich fanów. Aplikacja zyskuje na popularności nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale i na całym świecie (70% pobrań w UK, 30% reszta świata). Polska dostarcza na razie promil pobrań, ale Dave pojawił się tutaj już drugi raz, co oznacza nie mniej nie więcej, że widzi potencjał w naszym rynku. Podczas swojej prelekcji na Mobile Com Com pokazywał wyniki poszczególnych kampanii reklamowych.

Te, w kontekście łącznej liczby pobrań, na pierwszy rzut oka nie wydają się powalające (np. w kampanii magazynu ShortList przez aplikację przeszło niecałe 10 tysięcy UU). Jednakże są to bardzo zaangażowani użytkownicy, którzy średnio w aplikacji spędzają 2,5 minuty, dokonując kilka blippów. Właśnie – blippów…

Blippować znaczy ożywiać rzeczywistość

Tutaj dochodzimy do kolejnej ważnej kwestii.

We had ambition to create a behaviour not just a product.  When this is the case you have to name it – mówi Ambarish Mitra, CEO blippAR. Tweeting isn’t called micro blogging, giving the action a new name is a key success factor.

blippAR o nie tylko produkt, to nie tylko appka. To czynność, która może być równie popularna jak tweetowanie. Mam wrażenie, że to zaskoczyło – Brytyjczycy już blippują. 2 tygodnie temu blippAR został nieśmiało nazwany killerem QR kodów. Bo „robi to samo co one i 50 rzeczy więcej”. Przeczytaj artykuł „Will augmented reality app Blippar kill off QR Codes?”, z którego pochodzi powyższy cytat z Mitry.

 

Czy powiedzie się w Polsce?

Nieprędko. Albo Dave będzie musiał przyjechać tu jeszcze kilkanaście razy… Albo kilku pierwszych polskich early adopterów wystartuje z dużymi i mądrymi kampaniami, które nauczą Polaków blippować… Albo urodzimy polskiego, lokalnego blippARa (może już ktoś nad tym pracuje?), którego szybciej przyswoimy…

Popularyzacja blippowania jest jednak możliwa. Moim zdaniem może to chwycić szybciej niż QR kody. Zarzucamy QR kodom, że są brzydkie i zniechęcają do siebie kolejnymi słabymi zastosowaniami (przekierowania do stron na Facebook’a czy stron firmowych – przewidywalne i już nudne). Tutaj nie mamy „pośrednika” pomiędzy obrazem a cyfrowym contentem. Tutaj obraz sam w sobie jest markerem dla cyfrowego contentu. Tutaj automatycznie marketerzy zmuszani są do kreatywności w wymyślaniu zawartości tego cyfrowego contentu.

W Polsce AR jest sexy. Polscy marketerzy na razie developują własne appki, wykorzystujące rozszerzoną rzeczywistość (np. Desperados Red). Nie wiem, ile kosztowała ta konkretna realizacja, wiem, ile mogą kosztować jej podobne. Wynagrodzenie dla blippAR za przeprowadzenie jednej kampanii wynosi €5,000. W tej cenie są konsultacje, hosting, promocje w kanałach social mediowych blippARa. W zespole blippAR pracują też graficy i programiści i możesz zdecydować, kto realizuje wdrożenie (oni = dodatkowy koszt liczony €1,500 za dzień pracy technika) czy samodzielnie z własnym, lokalnym dev housem. W tej chwili koszt akcji przeprowadzonej na blippAR najprawdopodobniej byłby wyższy lub zbliżony do kosztu realizacji własnej aplikacji mobilnej, ale…

Po pierwsze, czy nie lepiej jednak wsiąść do rozpędzonej lokomotywy blippAR i wykorzystać ich rosnącą skuteczność? Po drugie, warto oddawać development AR w ręce specjalistów. Polskie appki AR, które przeszły przez mojego iPhone’a ważyły zwykle ponad 100 MB (!), blippAR zajmuje tylko 9 MB. Nie chcę sugerować, że współpraca z blippAR jest jedyną słuszną drogą, a wszyscy inni są be, uczulam jedynie, że AR to trudne rzemiosło i najlepiej je praktykować w firmach, które się w tym specjalizują. Po trzecie, Dave obiecuje, że wraz ze wzrostem popularności aplikacji ich ceny będą… spadać. Pomysł współpracy może być więc opłacalny. Dlatego już dziś skłaniam do refleksji na niedaleką przyszłość…

Drodzy marketerzy, a gdyby tak nie robić własnych realizacji AR, tylko korzystać z blippAR lub rozwiązania jemu podobnego…? Co o tym myślicie?

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

  • W sytuacji, gdzie platforma ma zerową popularność w PL, dopóki odpalenie kampanii i development na blippAR będą kosztowo równe stworzeniu własnej aplikacji, z wszystkimi płynącymi z takowej korzyściami, racjonalnego uzasadnienia w zasadzie nie ma.

    Argumentem może tu być jakość aplikacji- to fakt, jeśli marketer nie jest pewien swojego developera, może warto rozważyć. Swoją droga 1500 ojro za dzień pracy „is a little steep”, jak to mówią fajwokloki.

    • Wystarczy jedna, bardzo dobra kampania w PL i już pokonamy problem „zerowej popularności”.

      Poza tym zwróćmy uwagę na zjawiska, które mają miejsce za granicą i za 2-3 lata mogą przybrać na sile w Polsce. Marki coraz chętniej angażują się w kampanie na „platformach” zewnętrznych, podpinając się pod ich popularność i nie musząc edukować swoich klientów nt. działania nowych, własnych aplikacji mobilnych. Przykład Foursquare. Marketerzy nie muszą developować własnych rozwiązań, bazujących na geolokalizacji czy grywalizacji, tylko wchodzą w partnerstwo z 4sq. I robią tam dobre kampanie: http://mashable.com/2011/07/13/foursquare-marketing-campaigns/

      W dłuższej perspektywie czasu prowadzenie działań w marketingu mobilnym na „platformach”, szczególnie tych, które mają swoją własną społeczność, typu Foursquare, blippAR, ma duży sens.

      • To prawda, wystarczy jedna dobra kampania i już będzie warto. No to czekamy :) Póki co nie zaproponuję klientowi.

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close