Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_rando_jestemmobi

Rando. Instagram dla szurniętych.

0

22 sierpnia 2013

Kategorie: Aplikacje

Tekst pochodzi z bloga robmydobrze.pl, piszącego o kreatywności. Autorem tekstu jest Michał Nowakowski.
Po lekturze jego wpisu, zaintrygowana, od razu pobrałam aplikację Rando. Wciągnęła mnie z miejsca i pomyślałam, że warto i Was nią zarazić :-) Jeśli jeszcze o niej nie słyszeliście, zapraszam do lektury wpisu Michała.
— 

Miałem dylemat, czy nie napisać „dla zboków”, bo trzeba być nieco perwersem, by dzielić się fotkami z nieznajomymi, ale postawiłem na wariatów. O co w ogóle chodzi? Otóż od przeszło tygodnia bawiłem się dziwaczną apką na Androida i iOS – Rando.

Jest to eksperymentalna platforma do wymiany zdjęciami. Cykasz fotkę czegokolwiek chcesz, aplikacja wycina ją do kółka i wysyła do losowego użytkownika. Nigdy nie dowiesz się kto ją dostanie, nie ma też żadnych komentarzy czy polubień. Możesz jedynie sprawdzić na mapce gdzie zostało odebrane. Za każde wysłane rando, dostaniesz jedno – i tu taka sama sytuacja: możesz tylko sprawdzić skąd została wysłana.

Takie trochę wariactwo. Zabawa. Bzdurka. Ale co z tego? Nasi dziadkowie godzinami pstrykali kapsle po piasku – nasze odmóżdżanie to nic nowego. Ludzie tego potrzebują, a rzecz leży w umiarze. Poza tym, będę się upierał, że całe to nasze gapienie się na inne życia – Instagramy, blogi, Rando i inne – zmienia nas mocno. To coś więcej niż kretyński trend, jak próbował ostatnio promować swoje książ… to znaczy ratować nas przed cyber-upadkiem Żulczyk.

Rando, które tu widzicie dostałem w ciągu kilku dni. Oczywiście było tego znacznie więcej – najnudniejsze usuwałem na bieżąco, żeby nie śmieciły (gdzieś tak 2/3 poszło w cholerę). Widać jednak co może się w tej aplikacji trafić. Wszystko. Od samojebek i zdjęć grupowych, przez zwierzęta i ludzi cykniętych z zaskoczenia, aż po miliardy przedmiotów i widoków. Rando potrafi niejednokrotnie zaskoczyć.

Co najbardziej zdziwiło mnie w porównaniu do aplikacji i serwisów losowych, z których korzystałem wcześniej, to skuteczność moderacji – przez tydzień trafił mi się tylko (!) jeden penis i jedne łoniaki. Pomijając dziesiątki chujków narysowanych na wszelakich powierzchniach. Na serwisach z losowym czatem tekstowym/głosowym/wideo, jak Chatroulette czy Omegle, peniski to jakieś 40-70% trafień (choć ostatnio chyba się za to zabierają, bo widziałem, że tworzą osobne kanały dla zboczków, a na ogólnych świecą czerwonymi bannerami „Pervs banned”).

Pośród rando, które mi się trafiły były tabuny smutnych Azjatek. Były skąpane w półmroku stopy i mięciutkie pidżamy. Były Europejki i Amerynkami ze swoimi dziubkami. Były kilogramy żarcia – od kotletów po krewetki i ośmiornice. Były hordy paskudnych psów, i słodziutkich kotków. Banknoty różnych państw, pocztówki, dokumenty i laurki. Były też mniej lub bardziej ładne widoki – ulice, rysunki, wystroje wnętrz. Były duperele, zabawki, rozmaite kolekcje, zdjęcia rodzinne. Dostałem nawet ćmę przybitą agrafkami do czegoś, co akurat było kretyńskim pomysłem.

Na co dzień Facebooki i Twittery podrzucają nam raczej ludzi z naszego środowiska. Niby wiedziałem, że Azjaci na rynku smartfonów są rzeszą, ale dopiero ta aplikacja uświadomiła mi, jaka jest proporcja. Południowa Korea, Japonia, Chiny – przygotujcie się na rando z tych lokalizacji. Oczywiście będą też Amerykańce, będzie Europa, ale Azjaci królują. A to akurat mnie cieszy, bo z zainteresowaniem podpatruję jak żyje zupełnie inna kultura.

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close