Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_ikea-AR_jestemmobi

Nieumiejętne zabawy z Augmented Reality – tym razem w aplikacji Katalog IKEA

9

05 września 2013

Autor: Monika

Właśnie trafił, albo zaraz trafi do Twojej skrzynki pocztowej nowy katalog IKEA. A w nim, tak jak w zeszłym roku, zaproszenie do pogłębiania doświadczeń i oglądania go przez wizjer swojego aparatu telefonicznego w smartfonie, na którym możesz zainstalować aplikację mobilną Katalog IKEA.

Ja jeszcze go nie dostałam, a czekam niecierpliwie, bo zeszłoroczny katalog IKEA bardzo rozczarował moje mobilne oczekiwania. Najbardziej żałowałam, że przeciętnemu Kowalskiemu nie ułatwia zrozumienia, czym jest w ogóle aplikacja mobilna (katalogi IKEA trafiają niemal do wszystkich polskich domów, a jak jest ze świadomością rozwiązań mobilnych wśród Polaków, wie każdy, kto zna wyniki badań) i jak ją pobrać. Dalej byłoby podobnie, jak we wpisie Radka Szczęsnego napisał wczoraj wieczorem… Że UX kuleje, że sama aplikacja jest mało intuicyjna, no i wreszcie, że nie działa, tak jakbym tego – ja geek – oczekiwała.

Jak mawia moja 3,5 letnia córka, „jak czegoś nie ma, to nie ma”, więc nieważne, że chciałam, skoro ostatecznie nie napisałam. Więc żeby nie pluć sobie w tym roku w brodę już nie odpuszczę. A właściwie nie odpuścimy. Piotr Koźniewski z 3R Studio od połowy sierpnia odgraża się, że „trzeba parę kwestii technicznych przy tej appce wyprostować„. No to prostujemy. Oddaję Piotrowi głos:

 

Jakiś czas temu pojawił się i bardzo sprawnie przeszedł przez polskie media społecznościowe viralowy filmik od IKEI. Czy widzimy w nim Augmented Reality?

Commerce Fiction

Tymi dwoma słowami skomentowałem ten filmik, gdy po raz pierwszy zostałem poproszony przez wspólnika o wyrażenie zdania na jego temat. Już wtedy przymierzałem się do napisania artykułu. Dzisiaj, kiedy ów katalog jest w moim posiadaniu, a dedykowana aplikacja na moim smartfonie, uważam, że komentarz jest absolutnie niezbędny. 

Niestety, nie będzie to pozytywny komentarz – znowu zamarudzę i będę się wymądrzał…  „Czasami człowiek musi, inaczej się udusi” – no, muszę w obronie technologii! Pozwolę sobie na komentarz bardzo techniczny, mając na celu edukację branży, która w przyszłości planuje zabierać się za AR.

Krótkie wprowadzenie – czym jest AR?

…a raczej czym nie jest? Niby każdy wie, ale jednak wciąż spotykam się z mylną interpretacją. AR nie ma miejsca zawsze, gdy tylko jakiś fizyczny obiekt lub przestrzeń oglądamy w aplikacji na ekranie smartfona przez wizjer kamery i tam dodatkowo coś się wyświetla. Augmented Reality nazywamy to, co jest bezpośrednio i dynamicznie skorelowane z tym obiektem/tą przestrzenią. Jeśli aplikacja (nawet za pośrednictwem jakiejś usługi na serwerze) rozpozna coś w obiektywie kamery i wyświetli na ekranie PNGa/filmik/przekieruje do stronki (większość katalogu IKEA), to… to nie jest AR! Abyśmy mogli mówić o AR, musimy się zastanowić nad znaczeniem literki R w tym skrócie. Reality. Rzeczywistość. Płaska informacja na ekranie smartfona czy tabletu nie znajduje się w „Rzeczywistości”, którą ma rozszerzać aplikacja. Dla stworzenia AR, informacja musi znajdować się w scenie, być dla niej relatywna, poruszać się z nią i zmieniać pod jej wpływem. Przynajmniej w ideale.

Technika znacznikowa w katalogu IKEA

Technik Augmented Reality jest kilka, a jedną z nich jest technika znacznikowa, która została zastosowana w aplikacji Katalog IKEA. Polega ona na ciągłym rozpoznawaniu przez specjalny algorytm, który wykrywa zadaną wcześniej grafikę w strumieniu wideo. Aby było to możliwe, rozdzielczość poddawana analizie musi zostać znacznie zmniejszona już na początku procesu – jeszcze nie jesteśmy na tym etapie technologicznym, aby można było to pominąć. Generuje to sytuację, w której rozmiar obiektu (zadany jako znacznik grafiki 2D lub zbioru grafik 2D) w obiektywie kamery odgrywa kluczową rolę.

Twórców takich algorytmów jest wielu. W mojej opinii najlepszym wydaje się Vuforia firmy QUALCOMM, a to ze względu na fakt, że jest także producentem procesorów do przeważającej większości urządzeń mobilnych i stąd możemy mieć pewność wysokiej optymalizacji algorytmów. W Katalogu IKEA najprawdopodobniej jednak zastosowano inne rozwiązanie.

Twórcy aplikacji dość dobrze poradzili sobie z kompozycją graficzną okładki katalogu. Według algorytmu Vuforia ma ona charakterystykę 5/5, czyli bardzo dobrze nadaje się na znacznik, prezentując wysoką jakość pod tym względem. Gdy jednak ów znacznik znajdzie się w odległości, w jakiej powinien się znaleźć, by pozwolić użytkownikowi aplikacji zasymulować wygląd mebla w domu, ta jego dobra jakość się rozmywa. Wszystko przez redukcję rozdzielczości i zmniejszenie rozmiaru w obiektywie. Znacznik staje się za mały. Algorytm zwraca macierz projekcji znacznika – „mówi” części renderującej, gdzie znacznik się znajduje i jak w tym kontekście renderować scenę 3D. Nie mogąc osiągnąć wystarczającej ilości danych do analizy, wyniki będą obarczone dużym błędem – model 3D będzie się trząsł, pozycjonowanie będzie przerywane.

Efekty filmowe niemożliwe do osiągnięcia IRL

Tutaj należy wrócić do filmiku, który „podbił” Internet, a przekłamując zjawisko, zrobił AR’owi fałszywą reklamę. Prawdopodobnie powstał na dłuuugo przed aplikacją, aby „sprzedać” decydentom w IKEA wizję zastosowania AR w ich kampanii sprzedażowej przy dystrybucji katalogów.

Na filmie modele są dynamicznie oświetlone, czyli były wstawione w wideo wtórnie i pozycjonowane podczas edycji i kreacji wirtualnej warstwy na obrazie.
Widać, że było to liczone na sprzęcie potężniejszym od smartfona. Na kończącym całość ujęciu wszystkie kadry na urządzeniach są sztywne – nie są to widoki z dynamicznej aplikacji.

Absolutnie nie było szans, aby zilustrowany efekt osiągnąć w prawdziwej rzeczywistości. Jako znawca tematu, wiedziałem to od pierwszych sekund filmu. Czynniki uniemożliwiające ten efekt były dla mnie oczywiste: połyskliwy lakier na okładce katalogu, jej zbyt mały rozmiar w skali użytkowania, docelowa odległość od znacznika. Ostatni wymieniony czynnik ma wpływ na kolejny. Naturalnie drżące, a często i niecierpliwe dłonie użytkowników aplikacji i brak stabilności obrazu z kamery utrudnią pracę algorytmu – nie otrzyma on odpowiednio wartościowych danych. Owszem, można mieć urządzenie z kamerą13 MP i quad-corem, ale jeszcze takie sprzęty nie są dostępne dla większości, skąd również, poza niesprzyjającymi warunkami oświetleniowymi, możliwe niezadowolenie u odbiorców.

Idąc dalej i nie mogąc łatwo określić ilości udostępnionych modeli jak na takiego wydawcę, jakość pozostawia trochę do życzenia. Wydawać by się mogło, że jest OK, jednak jako fetyszysta subtelnych estetycznych detali technicznych twierdzę, że mogło być dużo, dużo lepiej. Co innego, gdyby faktycznie szykowali dla odbiorców cały swój asortyment w 3D, wówczas bym się nie dziwił, że oszczędzają na przygotowaniu modeli…


Bo tutaj zaczyna się druga część zjawiska AR w aplikacji – renderowanie modeli 3D – i jest to kolejna duża dziedzina techniki/technologii, która najczęściej jest niestety bagatelizowana.

Renderowanie modeli 3D

Obecne w dzisiejszych smartfonach/tabletach procesory i dostępne ilości pamięci pozwalają na bardzo wyrafinowane efekty. Wcale nie potrzeba najlepszego smatfona (choć i tak obraz z kamery mojego Sony Xperia Z „przycinał”), aby móc się zachwycić wyglądem tekstur proceduralnych na zoptymalizowanym modelu!

Optymalizacja modelu 3D to warunek konieczny do jego angażu w mobilnej aplikacji (3D). Ilość trójkątów, rozłożenie szwów, jego „czystość”, to zagadnienia z kategorii projektowania i planowania grafiki, których detali nie będę dziś szczegółowo omawiał. Jednak z 3-letnim doświadczeniem w realizacji rozmaitych projektów, zapewniam, że 95 proc. firm na rynku w ogóle nie bierze pod uwagę, iż ich wirtualne modele mogą jeszcze wymagać jakiejś pracy. „Przecież tak ładnie wychodzą na renderach!” Owszem, płaskich.

Co innego przygotować pojedynczy render i obliczać (renderować) go przez kilka minut czy nawet godzin, a co innego wyświetlić taką scenę o podobnej estetyce w mobilnej aplikacji 20 razy na sekundę.

To wymaga większego przygotowania i innych umiejętności. Wyobraźmy sobie sytuację, że zoptymalizowaliśmy pewien model, który ma teraz 5 (albo i 50) razy mniej trójkątów niż ten, który dostaliśmy od klienta i ciągle wygląda dobrze. Pamiętajmy, że ekran smartfona ma przeważnie mniejszą rozdzielczość niż komputerowy, także mniejszy rozmiar, więc zwyczajnie nie potrzeba używać wielkich modeli. A nawet się nie da.

Taki model należy teraz oteksturować – niby standardowa procedura, ale dla statycznych renderów (wizualizacji) załatwia to przeważnie automat. Złożona architektura rendererów i ich systemów materiałów działają cuda, lecz są bezużyteczne do dynamicznych wizualizacji (uwaga – nie filmów). Mają one dużo czasu na wygenerowanie pięknych i realistycznych obrazów, więc mogą się posługiwać skomplikowanymi działaniami. Jednak aby osiągać efekty (przesadnie powiem) zbliżone na urządzeniach mobilnych i w czasie rzeczywistym, te skomplikowane procesy muszą być zamienione na bardziej wydajne. To wymaga przeniesienia środka ciężkości w zagadnieniu z procesu na dane – odpowiednio przygotowane dane pozwalają szybciej osiągać rezultat. Odpowiednio zoptymalizowany i oteksturowany model/scena 3D będzie się renderował szybciej i wyglądał podobnie dobrze.

Jak to zrobić? Tekstury proceduralne to mapy bitowe zawierające dane nie tylko o kolorach. Układając je odpowiednio na sobie, na jednym modelu, możemy osiągać praktycznie nieskończenie różnorodne symulacje efektów powierzchniowych wizualizowanych materiałów. To żadna nowość, gdyż we współczesnych grach komputerowych od lat już można takie obserwować. Ale agencje o tym zapominają, albo o tym nie wiedzą. Aby wykorzystać więc ten potencjał należy mieć:

  • odpowiednią technologię (elastyczny, wydajny silnik 3D), która sobie z tym dobrze poradzi,
  • grafików z odpowiednimi kwalifikacjami, którzy rozumieją tę technologię i potrafią szykować takie zestawy proceduralnych tekstur, by zachwycać jakością wirtualnej symulacji podawanej z kieszonkowego komputera. W to zagadnienie IKEA zupełnie się nie zagłębiła.
  • (opcja idealna) Agencję i Klienta, którzy to zrozumieją, zechcą uwzględnić i nie zażyczą sobie tego za darmo :)

Podsumowanie

Komentuję z punktu widzenia eksperta i projektanta, ale nie inżyniera. Wykonano szereg rażących błędów planistycznych. Modele mają względnie dobry poziom, ale osobiście przeszkadza mi brak trybu lepszej jakości, oświetlenia na scenie, żywych tekstur. Fakt, jestem też bardziej wymagający. Realizacja nie mogła być dobra. I nie jest. Bardzo żałuję, że przez tak dużą kampanię i dziesiątki milionów katalogów rozesłanych na cały świat, fenomen AR otrzymał tak wielką ranę. Odbiór był, musi być tak negatywny, pierwsze, najczęściej laickie lecz znaczące osądy były i będą tak krzywdzące dla całej dziedziny, że aż nie wiem co myśleć… Czy prawdziwa klasa sama się obroni? Zobaczymy. Wszystko jest względne.

IKEA powinna była skonsultować to z kimś, kto się na tym zna. Dla użytkowania aplikacji w skali pokoju i przy użyciu techniki znacznikowej, znacznik musi być rozmiaru przynajmniej plakatu A1. Na ich miejscu takie plakaty rozdawałbym zainteresowanym w sklepach. Jasne, że nie zawsze istnieje możliwość i budżet logistycznego przygotowania się do takiej kampanii, ale tu chyba nie to odegrało rolę. Fakt, że nie ma (a może się mylę?) w tej sieci finezyjnych materiałów obiciowych, których subtelność warto by było symulować teksturami proceduralnymi i zmyślnymi shaderami, ale nadal, uważam, że jest dużo rzeczy do zrobienia.

„Nowy katalog IKEA potwierdza, w Augmented Reality nie ma przyszłości”

I już naprawdę kończąc, niniejszym chciałbym się nie zgodzić z tytułem wpisu, który był ostatecznym motywatorem do napisania tego wpisu. Augmented Reality ma piękną przyszłość, jeśli tylko uda się przezwyciężyć tak złe wrażenie pozostawione również przez aplikację Katalog IKEA. Patrząc z innego jeszcze punktu – aplikacja ma ponad milion pobrań na Google Play, prawie 20 tysięcy ocen i średnią z nich 3,6! Świadczy to zatem, że jednak znajdują się odbiorcy czerpiący wielką radość z takich rozwiązań. Jest to pewne pocieszenie i takie wpadki być może naprowadzą Klientów i Agencje na sprawniejsze poszukiwania specjalistów.

Źródło zdjęcia z nagłówka wpisu.

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

  • Marcin Zajkowski

    Kawał dobrego artykułu. Nic tylko przekazywać dalej!

  • Pingback: Nowy katalog IKEA potwierdza, Augmented Reality to wyższa szkoła jazdy [AKTUALIZACJA] | Social 360()

  • Paweł Lenarczyk

    Ze strony IKEA, jesteśmy bardzo zadowoleni z samej aplikacji. Jest to duży postęp w stosunku do tego co oferowaliśmy w poprzednim roku. Daliśmy wielu naszym klientom szansę, do tego by mogli także poszerzyć dotychczasowe doświadczenia obcowania z drukowaną wersją katalogu. Zgadzam się z wieloma pkt postawionymi w tekście, nie neguje ich znaczenia w konteście poprawy jakości samej aplikacji czy procesu tworzenia. Nasza wizją jest sprzedawanie rozwiązan poprzez dobrze zaprojektowane, funckjonalne meble w dobrej cenie. Cała reszta jest tylko dodatkiem do tej historii. I powtórze się, ten dodatek wyszedł całkiem dobrze. Mamy świadomość pewnych niedociągnieć, i tego, ze możemy zrobić rzeczy lepiej. i ten feedback bierzemy na przyszłe edycje…pokazcie proszę lepsze projekty, robione na taka skale (w PL mamy ponad 4mln katalgow dystrybuowanych pod drzwi), chętnie je sprawdzimy, i zaczerniemy wszelkie dobre parktyki…

    • Dzień dobry Pawle :)
      Czekałam na Wasz komentarz, po tak głośnym ogłoszeniu współpracy z Brand24, było to oczywiste, że tu zajrzycie :)

      Dziękuję bardzo za opinię. Za to, że Wam zależy. I Piotr i ja mamy świadomość, że wykorzystywane przez Was Augmented Reality jest nie dość, że FRAGMENTEM samej aplikacji, to i kroplą w morzu całej Waszej oferty, choć na jestem.mobi urosło do centrum problemu (z oczywistej przyczyny, gdyż taka jest tematyka tego bloga).
      I o ile potrafię wskazać inne dobre projekty AR w PL (wystawy w muzeach, gry, rozwiązania wykorzystywane w motoryzacji), to żadna z nich nie wystąpiła jeszcze na taką skalę, jaką Wy możecie zapewnić. Dlatego właśnie zwracamy na to uwagę, bo wiemy, że może być lepiej, że Wy (i inne firmy) z tej wiedzy możecie skorzystać, żeby potem Wasi klienci byli bardziej usatysfakcjonowani z zabawy aplikacją.

      • Paweł Lenarczyk

        Mam nadzieję, ze kolejne projekty będą tylko lepsze, co jedynie będzie dowodem, ze traktujemy Ten „fragment” naszej działalności naprawdę serio..Swoją drogą, zachęcam do kontaktu, myślę, że w najbliższym czasie będziemy mieli sporo ciekawych danych odnośnie uzycia i obcowania z aplikacją.
        Pawel.Lenarczyk@IKEA.com

  • Piotr Koźniewski

    Na podtrzymanie tezy, że w AR i 3D można robić masę niesamowitych realizacji, dorzucam link do filmu wypuszczonego przez QUALCOMM dosłownie dwa dni temu. http://www.youtube.com/watch?v=UOfN1plW_Hw Teraz kwestia jest taka – czy Agencje dojrzeją do tego, aby planować/konsultować coś więcej niż sztywny model na kartce oraz by tworzyć przemyślane kampanie i wymagać od Klientów adekwatnych działań?? W tej kategorii chciałbym przytoczyć przykład niedoplanowania wdrożenia i marketingowego zmarnowania bardzo fajnej aplikacji – polecanej przez Monikę „Wyspy LEONa”. Zdjęcie zrobione przeze mnie kilka dni temu w jednym z dużych sieciowych supermarketów. Dodam, że nie jest to jedyna sieć, w której można dostać soczki, a o bardzo klawej apce z kilkoma innowacyjnymi mechanizmami ani słowa… :(

  • Vinci

    Merytoryczny opis. Dzięki. Bez względu na złożoność tematu, projekty 3D zaczynają gościć w naszych przeglądarkach.

  • Pingback: VR i AR – rzeczywistości, o których marzył content marketing - Blog AdNext()

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close