Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_migomedia-copycat_jestemmobi

Migomedia prowadzi blog, który plagiatuje inne blogi i serwisy [aktualizacja]

10

04 listopada 2013

Kategorie: Blogowo

Nauka na cudzych błędach nic nie kosztuje, a jednak brawurowo można z niej nie korzystać. Podziwiam, naprawdę podziwiam, ale równocześnie nie popieram i dopóki sił mi starczy, a takie przypadki dotyczą mnie bezpośrednio, będę z nimi walczyć.

Bez mojej wiedzy wykorzystano 2 moje teksty i podpisano je innymi nazwiskami

Na blog marketingblog.pl trafiłam po raz pierwszy dwa miesiące temu. Wtedy wyglądał na lekko zaniedbany, jakby trochę niechciany. Nie było jeszcze wiadomo, kto dokładnie bloga prowadzi (nie było sekcji O autorach), choć ze stopki biło już „Copyright (C) 2007-2012 Agencja interaktywna Migomedia”. Nie było claimu „Strongly addictive content”. Teraz widzę, że wtedy blog nabierał kolorów i dopiero niedawno został podlinkowany do strony firmowej agencji. Blog jest promowany na fanpage’u Migomedii na Facebooku i Twitterze. I na tym blogu właśnie znajdują się opracowania moich dwóch tekstów…

  1. 10 wskazówek jak zaprojektować dobrą aplikację mobilną” (ku pamięci tutaj zrzut ekranu), który został opublikowany z datą 03.09.2013 na marketingblog.pl to streszczenie mojego tekstu „10 porad, jak zaprojektować użyteczną aplikację mobilną”, który w zeszłym roku opublikowałam najpierw na NowyMarketing.pl (09.07.2012), a następnie u siebie (10.07.2012).
  2. 8 najczęściej popełnianych błędów w marketingu mobilnym” (tutaj zrzut ekranu), datowany na 23.03.2013 to z kolei opracowanie tekstu „7 grzechów głównych w mobile marketingu”, który był efektem mojej prezentacji na konferencji „Marketing i Technologie” (27.11.2012) i pod tytułem „7 grzechów głównych w mobile marketingu” pojawił się na NowyMarketing.pl w dniu 21.12.2012 i dwa dni później na jestem.mobi.

Czy jestem przewrażliwiona i reaguję gorączkowo za każdym razem, gdy ktoś ośmieli się korzystać z moich mądrości? Za każdym razem nie. Gryzę się w język, gdy czytam wywiad w jednej Rzeczpospolitej czy innej, jakiegoś dyrektorka z agencji interaktywnej, który leci po kolei frazami z którejś tam z moich prezentacji, publikowanych na Slideshare. Niech się mądrzy, olewam. Jak któryś Klient powie mu „sprawdzam”, wtedy będzie świecił oczami. Niezmiennie uważam, że jeśli ktoś nie rozumie świata rozwiązań mobilnych (a nie rozumie, skoro nie ma własnych przemyśleń/ doświadczeń, tylko powtarza cudze, nie powinien się nim zajmować). Reaguję w sytuacjach ewidentnego naruszenia praw autorskich.

Co się stało z punktu widzenia prawnego?

Do publikowanych artykułów czy prezentacji multimedialnych każdemu autorowi przysługują zarówno majątkowe, jak i osobiste prawa autorskie. Ponadto, istnieją jeszcze pośrednie prawa zależne, których wykonywanie polega na wprowadzaniu modyfikacji do utworu. Jedną z takich modyfikacji jest możliwość jego opracowania na przykład poprzez przerobienie w taki sposób, że składa się on z utworu macierzystego wraz elementami twórczymi opracowującego. Istotą opracowania jest powstanie nowego utworu. W przypadku artykułów czy prezentacji multimedialnych, zgoda twórcy utworu pierwotnego wymagana jest nie na etapie opracowania, lecz na etapie rozporządzenia i korzystania (tu: opublikowania). Z tytułu wyrażenia takiej zgody, należy się wynagrodzenie.

Nie muszę dodawać, że zarówno nie zostałam zapytana o zgodę na korzystanie z moich artykułów, jak tym bardziej nie otrzymałam za to wynagrodzenia.

W porównywanych wyżej tekstach zauważyć więc można:

  • tożsamą koncepcję
  • podobne przedstawienie danych
  • tożsame przykłady
  • podobną kolejność informacji
  • podobne najważniejsze wnioski
  • okrojenie treści tekstu pierwotnego do podania najważniejszych informacji i wniosków.

Porównanie tekstów sprowadza się do oczywistego wniosku, że materiały mojego autorstwa stanowiły podstawę do powstania tekstów Migomedia, a tym samym zostały naruszone moje prawa zależne do nich.

I teraz najlepsze. Nie tylko moje teksty zostały opracowane!

Podczas dalszej eksploracji serwisu marketingblog.pl okazuje się, że sprawa jest o wiele poważniejsza. Przynajmniej kilka osób więcej odnajdzie swoje teksty na marketingblog.pl.

Gdy trafiłam na Mobilne strony – 10 podstawowych zasad dotyczących ich optymalizacji – część pierwsza i Mobilne strony – 10 podstawowych zasad dotyczących ich optymalizacji – część druga, od razu odniosłam wrażenie, że gdzieś to czytałam. Faktycznie, oryginalnego wpisu należy szukać na SEOportal.pl. Krzysiek Świtoński, witaj w klubie.

Przecieram oczy ze zdumienia, gdy odkrywam, że tekst „Tu liczy się obecność i szczerość – kilka słów na temat amplifyingu internetowego” jest opracowaniem wywiadu Mariusza Woźnickiego z Harder&Harder dla Marketingu przy Kawie. W tym przypadku Migomedia napracowała się najbardziej, całkowicie zmieniając formę z wywiadu na artykuł poradnikowy, zachowując jednak kolejność przedstawianych przemyśleń.

Na blogu Migomedia znajdują się teksty różnego pochodzenia. Niektóre pisane są samodzielnie, niektóre są… zlepkiem kilku artykułów w jeden. Na przykład w tekście „Gdy wejścia na stronę nie przekładają się na zamówienia” znajdują się fragmenty tekstu z Afilioteka.pl (por. punkt o naturalnym języku w formularzach i tzw. ‚mad lips’), czy o12.pl (tożsame punkty np. „niska jakość zdjęć produktów”, „wolne ładowanie się strony”).

Drodzy Koledzy i Koleżanki z branży marketingowej, polecam więc sprawdzić, czy na tym blogu nie znajdziecie swoich tekstów… No chyba, że wyrażaliście na to zgodę i sprawa dotyczy tylko mnie…

Agregator dobrych artykułów, ale bez oznaczeń ich źródeł i pierwotnych autorów

Staje się więc dla mnie jasne, że marketingblog.pl ma być agregatorem dobrych artykułów publicystycznych na temat szeroko rozumianego marketingu. Chęć gromadzenia wartościowych tekstów w jednym miejscu jest dobra i jej mogę przyklasnąć. Kompletnie jednak nie mogę zrozumieć i nie akceptuję faktu, że można robić to naruszając prawa autorskie i majątkowe oryginalnych autorów, nie podając ich nazwisk a przypisując je sobie. Niepojęty jest dla mnie fakt, że pod całością podpisuje się wcale nie bylejaka agencja interaktywna Migomedia.pl. I dziwię się też, że ktoś tam założył, że takie praktyki pozostaną niezauważone.

Wystarczyło pod wszystkimi w/w tekstami napisać nawet drobnym druczkiem: Wpis został opracowany na podstawie tekstu autorstwa…/ z…. i nie byłoby sprawy. Jeśli oryginalny autor trafiłby na taki tekst, pewnie zostawiłby go w spokoju i przeświadczeniu, że sam tworzy fajne, inspirujące treści.

A tak ponownie mamy sytuację, w której ktoś chce pokazać, że jest mądrzejszy i stwarza pozory, że to on SAM coś napisał, SAM coś przemyślał i z NICZEGO nie czerpał. Dopóki w Polsce nie będziemy szanować pracy umysłowej innych, dopóty takie przypadki będę nagłaśniać. Takie sytuacje zdarzają się coraz częściej, co gorsza, wydają się coraz bardziej powszednieć i zyskiwać cichą akceptację. Bo jakość i rzetelność ustępuje klikom i pustym statystykom. Ja na to się nie zgadzam. 

Co w takich sytuacjach robię ja

Gdy stwierdzę, że ktoś dany temat opisał lepiej niż ja mogłabym to zrobić, albo był pierwszy i zrobił to wystarczająco dobrze, to mam taką praktykę, że osobiście piszę do niego z pytaniem, czy tekst mogę „przedrukować” do siebie. To lepsza strategia niż kopiowanie, bo przynajmniej nie muszę udawać, że to ja coś oryginalnie napisałam, nie muszę bawić się w zmiany szyku zdań, nie muszę wymyślać i dopisywać dwóch nowych, żeby pokazać, że jestem mądrzejsza. Tak naprawdę wystarczy CTRL+C i CTRL+V i zdanie wstępu, że „autorem wpisu jest… Michał NowakowskiJacek Kłosiński/ Michał Galubiński” (oh, BTW, jeszcze wspomniany już Krzysztof Świtoński). Wszyscy są szczęśliwi – ja, bo mam fajny content u siebie (korona z głowy nie spada, jeśli nie jest mój), a i autor czuje się doceniony.

Czas na usunięcie skutków naruszeń

Podsumowując i konkludując, naprawdę niewiele trzeba było, aby rozegrać to uczciwie. Przykro mi, że trzeba to przypominać, ale interesów twórców chroni Ustawa o prawie autorskim i prawach pokrewnych. I zgodnie z nią, a szczególnie rozdziałem o ochronie tych praw, w zaistniałej sytuacji domagam się od Migomedia podjęcia następujących czynności:

Szanowna Migomedio, oczekuję na reakcję i kontakt z Waszej strony. Mam nadzieję, że uda nam się porozumieć i nie będzie potrzebne kierowanie sprawy na drogę sądową.

Warto.

Mam nadzieję, że pozostałe osoby, których prawa autorskie zostały naruszone, również zareagują w tej sprawie. W miarę swoich możliwości służę wsparciem. 

Czytelników jestem.mobi proszę o wsparcie w mediach społecznościowych i podzielenie się linkiem do niniejszej notki. Warto zobaczyć, że jest jest więcej osób, które nie lubią copycat’ów.

I niech ten wpis będzie również przykładem dla innych osób, które też to spotkało (albo niestety spotka) i które często bagatelizują temat, uważając, że nie warto walczyć o swoje prawa. Warto, choćby dla idei. Takie praktyki są nie do przyjęcia.

Źródło obrazka z miniaturki wpisu.
Źródło obrazka z nagłówka wpisu.
Aktualizacja (godz. 22:30)

Migomedia przyznała się do winy, przeprosiła i prowadzimy w tej sprawie dialog. O finale sprawy, gdy będzie już ostatecznie zakończona, poinformuję w niniejszym poście, w kolejnej aktualizacji wpisu.

 

Aktualizacja (07.11, godz. 22:00)

Migomedia przyznała się do odpowiedzialności za naruszenia moich praw autorskich, przeprosiła za zaistniałą sytuację i zawiesiła blog marketingblog.pl. Tym samym zaspokoiła dwa z trzech wskazanych w powyższym tekście roszczeń. Przeprosiny przyjęłam już w poniedziałek i czekałam na propozycję zaspokojenia trzeciego roszczenia, związanego z zapłatą “trzykrotności stosownego wynagrodzenia, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia zgody na korzystanie z utworu (zgodnie z Ust. o prawie autorskim i prawach pokrewnych, art. 79 ust.1). Do czasu całkowitego zamknięcia sprawy wstrzymywałam się z oficjalnym komunikatem, aby nie zajmować uwagi opinii publicznej częściowymi ustaleniami.

Oświadczenie, które w dniu dzisiejszym pojawiło się na marketingblog.pl w mojej ocenie jest próbą uniknięcia odpowiedzialności w tym zakresie i interpretuję je jako odmowę zaspokojenia tego roszczenia.

Grożenie procesem sądowym o zniesławienie w chwili, gdy nad firmą Migomedia wisi proces o naruszenie praw autorskich jest co najmniej nie na miejscu. Zarzut o zniesławienie może być podnoszony tylko w momencie głoszenia nieprawdy, a nie można mówić o pochopności i niesłuszności oskarżeń skierowanych w stosunku do Migomedia. Migomedia nie może uchylać się od odpowiedzialności za teksty, które są zamieszczane w jej serwisie. Migomedia zaspokoiła już w części moje roszczenia, a zatem przyznała się do bycia podmiotem biernie legitymowanym w sprawie.

Mój apel służy bezsprzecznie obronie społecznie uzasadnionego interesu, jakim jest walka o należyte respektowanie praw twórców.

Nie oskarżyłam Migomedia o oszustwo, a podniosłam roszczenie cywilnoprawne z tytułu naruszenia moich autorskich praw majątkowych. Podnoszenie argumentu, że “dopuszczałam się nieprawdziwych oświadczeń” i “zaciemniałam sytuację” jest bezpodstawne. Migomedia nie może być bowiem autorem przedmiotowym artykułów, ponieważ jest osobą prawną. Co jest truizmem – artykuły piszą ludzie, nie jednostki organizacyjne. Migomedia, chcąc publikować teksty na swoim blogu, musi:
– zatrudnić kogoś lub zlecić to komuś,
– uzyskać od tych osób zgodę na publikację,
– uzyskać od tych osób prawa autorskie.

W chwili pisania powyższego artykułu mogłam więc zakładać, że Migomedia posiada pełne prawa autorskie do artykułów.

To, w jaki sposób artykuły są zamieszczane, leży tylko i wyłącznie w domenie Migomedia. Jeżeli zezwala na to innym, udostępniając w tym celu np. dostęp do systemu zarządzania treścią, to czyni to na własną odpowiedzialność. Przed roszczeniami osób trzecich nie może się zasłaniać, że nie wiedziała o sposobie, w jaki teksty powstały, ponieważ, jak sama przyznała, bierze odpowiedzialność za wszelkie treści, które się tam znajdują. Dla tej odpowiedzialności nie ma znaczenia stosunek prawny łączący Migomedia z twórcą artykułu.

Ponadto, artykuły nie były „wzorowane” – to było opracowanie cudzych utworów, na co wskazałam w powyższym tekście. Przyznał się do tego twórca tych artykułów.

Chcąc w dniu dzisiejszym zakończyć tę sprawę, informuję, że nie będę dochodzić zapłaty wynagrodzenia na drodze sądowej. W poniedziałkowych i wtorkowych rozmowach z przedstawicielami Migomedia mówiłam, że nie jest moim celem zarabianie na tej sprawie a kwota ugody może mieć charakter symboliczny. Koszty konieczne do poniesienia w przypadku kierowania sprawy do sądu najprawdopodobniej przewyższają możliwe do uzyskania wynagrodzenie w tej sprawie. Uważam, że już na tym etapie sytuacja dostarcza odpowiedniej nauki osobom, które dopuściły się naruszeń praw autorskich. Bez wiedzy i zgody oryginalnych autorów nie można bowiem dokonywać opracowań tekstów publicystycznych.

Przykro mi jedynie, że firma Migomedia nie dość, że nie poczuwała się w całości do poniesienia konsekwencji swoich działań, to jeszcze dzisiejszym oświadczeniem próbowała odwrócić uwagę od sedna problemu.

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

  • Nic nowego, kiedyś gostek z bloga – slow7(dot)pl – też wykorzystał dużą część materiałów z mojego bloga. Tutaj mamy do czynienia z nieco inną sytuacją, ale popieram trzeba walczyć o swoje. Człowiek napracuje się, poświęci wiele godzin na opracowanie materiałów, przyjdzie jakiś łosiek zrobi kopiuj wklej, podpisze się pod tym i zadowolony.

  • Są tak dobrzy, że nie dość, że zrzynają i kradną, to jeszcze w niektórych tekstach przestrzegają, aby korzystać tylko z legalnych źródeł treści. LOL http://marketingblog.pl/grafika-dlaczego-warto-umieszczac-ja-na-stronie-www

  • Małgorzata Bednarek

    W agencji informuję, że osobiście skontaktowałam się już z Panią Moniką –
    autorką bloga, sprawa została wyjaśniona. Małgorzata Bednarek – prezes agencji.

    • Dodam, że faktycznie zostałam poinformowana o kontekście zaistniałej sytuacji i o ile sprawa została wyjaśniona, to jeszcze nie została „załatwiona”, bo jest w nią zaangażowana strona trzecia. Mam nadzieję, że ostatecznie zakończona będzie odpowiednim wpisem na blogu marketingblog.pl.

      • Michal Poczmański

        Strona trzecia nie jest dla Pani stroną. Czy to pracownik, czy podwykonawca prowadził blog. Strona należy do Migomedia. :)

  • Guest

    Witam serdecznie,
    Osobiście, szef agencji – skontaktowałam się z Panią Moniką – właścicielką bloga. Sprawa została wyjaśniona.

  • Małgorzata Bednarek

    W imieniu agencji informuję, że osobiście skontaktowałam się już z Panią Moniką –
    autorką bloga, sprawa została wyjaśniona. Małgorzata Bednarek – prezes agencji.

  • Martyna Zastrożna

    Post z 29.10.2013 o audycie SEO to z kolei jawna kopia tekstu Agaty Stępień z SeoPortalu (oryginał: http://www.seoportal.pl/audyt-seo-co-powinien-zawierac).
    Brzydko się bawią :(

  • Pablo

    Gates, Job, Zucerberg tak naprawde splagiatowali wiele rzeczy i gospodarka sie rozwiaj

    „good artists copy but great artists steal” – Pablo Picasso

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close