Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_pay-per-tweet_jestemmobi

Pay per Tweet – nie używaj. Albo zaoferuj cholernie dobry kontent.

2

06 lutego 2014

Kategorie: Blogowo

Wyobraź sobie, że prowadzisz sklep, w którym sprzedajesz walizki podróżne za 150 zł. Jeden z Twoich klientów wraca do Ciebie z reklamacją po pierwszych wakacjach, a Ty mówisz obruszony: “A czego Pan się spodziewał za tę cenę?!?! Dobre walizki, którym nie odpadają kółka w lukach bagażowych, to kosztują 10 razy tyle. Ciesz się, że dostałeś tak tanio!”.

Klient płaci, klient wymaga

Zauważ, że po pierwsze, to Ty wybierasz (tworzysz) towar, który sprzedajesz i po drugie, to Ty określasz jego cenę.

Jeśli klient płaci, ma prawo wymagać. Nie ważne, ile i czym płaci. W przypadku treści w internecie, dystrybuowanych przy użyciu narzędzia Pay with a Tweet (którego nazwę potocznie skracamy do Pay per Tweet), zapłatą jest post. Mogłeś udostępnić bezpłatnie, ale zdecydowałeś się narzucić na te treści cenę. Czytelnik ma więc prawo wymagać, skoro zdecydował się na ich zakup. Tylko darowanemu koniowi w zęby się nie zagląda. Sam przyznasz, że jeśli rzecz jest nietrafiona, to bardziej rozczarowany będziesz w przypadku, gdy musiałeś ją kupiłeś, a nie, gdy ją dostałeś za darmo, prawda?

Nie dziwię się więc internautom, którzy odczuwają zmęczenie mechanizmem Pay per Tweet (pozwolisz, że pozostanę przy jego potocznej nazwie). Ostatni rok obrodził w naprawdę sporo publikacji, udostępnianych przy jego użyciu. Każdy raport, każde opracowanie, każdy PDF, nawet niektóre infografiki były udostępniane przy użyciu tego mechanizmu. Niestety zdecydowana większość tych materiałów była przeciętna, widziałam też takie, które w ogóle wstydziłabym się opublikować, a co dopiero poprosić ludzi o zapłatę za ich pobranie.

Jakie wyniki osiągają najlepsi?

Pay Per Tweet po raz pierwszy widziałam u Natalii Hatalskiej, przy Trendbooku 2011. To jej wyniki zainspirowały mnie do skorzystania z tego narzędzia i w styczniu 2013 opublikowałam przy jego użyciu pierwszą edycję raportu “Marketing mobilny w Polsce”. I wtedy poszło W.Y.Ś.M.I.E.N.I.C.I.E.

W ostatnią niedzielę, gdy byłam dzień przed publikacją jego drugiej edycji, zawahałam się, czy jest jeszcze sens korzystać z tego narzędzia (swoim obawom dałam wyraz w dyskusji w komentarzach na Facebooku). Mam poczucie, że to narzędzie już się wszystkim przejadło i bałam się, że ludzie zareagują zniechęceniem i w pierwszej kolejności będę czytać komentarze “Boże, znowu muszę spamować moich znajomych”…

Po 3 dniach od publikacji raportu widzę już, że nie miałam się czego obawiać. Nie ukrywam, jestem zaskoczona. Pierwszy tysiąc ‚lajków’ na Facebooku pojawił się po 20 godzinach od publikacji (a publikowaliśmy o godzinie wyjątkowo niesłużbowej, 19:40). W tej chwili jest to ponad 1,600 ‚lajków’ na Facebooku i prawie 500 twittów na Twitterze. Aktualny stan zawsze można sprawdzić pod tytułem postu.

Powyższy zrzut ekranu pochodzi z pierwszej edycji raportu ‚Marketing mobilny w Polsce 2013/2014‚. Ponad 5,400 ‚lajków’ i 1,162 twittów jest więc wynikiem obecności tego posta w sieci przez 12 miesięcy, pobrań ma w tej chwili 4,950, a jak mówiłam, ten raport żył przez cały rok, oczywiście, im później, tym w mniejszym natężeniu. Chociaż jestem dumna z jego wyników, daleko mi do wyników Natalii Hatalskiej. Natalia podała mi następujące dane:

  • Trendbook 2011 – 500 ‚lajków’, brak danych dot. liczby pobrań,
  • Trendbook 2012  – przez 22 miesiące ponad 4,200 ‚lajków’ i ponad 14,100 pobrań,
  • Trendbook 2013 – przez 10 miesięcy prawie 9,000 ‚lajków’ i ponad 13,100 pobrań.

Oczywiście liczba pobrań nie jest wprost związana z liczbą udostępnień. Ale prezentując te dane, chodzi mi o pokazanie skali zasięgu dystrybuowanych treści.

Zrobiłam małe rozeznanie na innych serwisach. Nie znalazłam innych publikacji, które przekroczyłyby choćby tysiąc „Lubię to” na Facebooku (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie, niech podrzuci cynk w komentarzach). Jestem też zaskoczona wynikiem ostatniego raportu Nowego Marketingu – to był naprawdę bardzo dobry materiał, sporej objętości, kompleksowo ujmujący zadany temat, a na tę chwilę widzę mniej niż 800 ‚lajków’ na FB i mniej niż 800 twittów (aktualizacja: już wiem, że powodem tego wyniku jest równoczesna dystrybucja raportu w różnych miejscach, nie wymagających udostępniania przez social media). Natalia Hatalska zwróciła z kolei uwagę na słabo rozprzestrzeniającą się w social media infografikę IAB Polska. Sama marka wydawcy treści – nawet duża, rozpoznawalna, wiarygodna – nie gwarantuje więc szybkiego i wirusowego rozprzestrzeniania się treści.

Kiedy Pay per Tweet działa?

Zapytałam Natalię, co powoduje, że u jednych to działa, a u innych nie (ba, u większości nie działa). Natalia podała dwa argumenty:

  1. Efekt pierwszeństwa.
  2. Oczekiwana wysoka jakość treści.

Pierwszy argument wydaje się oczywisty. Można powiedzieć, że przy pierwszym wykorzystaniu (bo ludzie będą ciekawi jego działania i nieuprzedzeni) osiągniesz lepsze wyniki niż za kolejnym razem. Ale – jeśli Twoje treści są dobre – wyniki kolejnego razu pobiją poprzednie. Czytelnicy będą kojarzyć Twoją markę z wysokiej jakości kontentem, będą wyczekiwać nowej publikacji i wręcz z ochotą poinformują znajomych, że właśnie się doczekali i już pobierają.

Natalia zwróciła jeszcze uwagę na cykliczność i nie nadużywanie tego narzędzia. Ostatnio opisywała „Pokolenie show off” i nie wykorzystała PpT, wyniki badania na tego zjawiska, opublikowała na Slideshare. PpT rezerwuje tylko dla cyklicznych, corocznych Trendbooków. I zawsze szczegółowo opisuje to, co się w nich znajduje.

Wypracuj dwa posty na osobę

Jedną z miar sukcesu użycia narzędza Pay per Tweet jest nie tylko łączna liczba postów, ale… liczba postów na osobę. Co powiesz na dwa posty w social media, a nie jeden? Ile osób podziękowało Tobie za skończoną lekturę?

Pay per Tweet nie jest narzędziem do promocji treści

Pay per Tweet nie pomoże Ci wypromować treści. Pay per Tweet “tylko” zaniesie dobre treści dalej.

Po zeszłorocznym raporcie dostałam kilka pytań o PpT, a po poniedziałkowym – już też zdążyłam dostać dwa. Jeśli chcesz więc znać moją opinię, to radę mam następującą:

Korzystanie z Pay per Tweet to wyzwanie, obarczone już dzisiaj wysokim ryzykiem porażki i jawny test wartości Twoich treści.

Główny warunek dla rozważania użycia Pay per Tweet to konieczność stworzenia dla niego maksymalnie wartościowego, niepowtarzalnego kontentu. W przeciwnym wypadku, nie korzystaj z tego narzędzia. Nie naciągaj swoich Czytelników.

 

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close