Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_samotny_w_stadzie_jestemmobi

Nie pracujemy za darmo

18

29 kwietnia 2016

Kategorie: Blogowo
Autor: Monika

Piszę tę notkę w dniu, w którym mieliśmy spotkanie z naprawdę dużym podmiotem na polskim rynku, z którym stała i długofalowa współpraca na mobile UX byłaby spełnieniem jednego z kilku moich zawodowych marzeń. Tuż po spotkaniu targały mną i osobami, z którymi tam byłam, mieszane emocje – rozum walczył z sercem na wykluczające się, aczkolwiek obustronnie bardzo rzeczowe argumenty. – Trzymamy się swoich zasad, na które zdecydowaliśmy się jakiś czas temu – orędował Rozum. – No ale ale… ale oni byli naprawdę fajni, oni chcieli inaczej niż ci poprzedni – kontrowało Serce. – Nie, nie, nie! Już były podobne sytuacje, gdy się naginaliśmy i zawsze wychodziło tak samo: figa z makiem – trwał przy swoim Rozum. – Ten jeden ostatni raz – miauczało Serce – dla Takiego Klienta trzeba było się nagiąć i przygotować to, czego chcieli…

Z każdym kolejnym kwadransem Rozum przechylał szalę zwycięstwa na swoją stronę. Masz zasady? To się ich trzymaj! Głupie przecież nie są. Ale wyjaśnijmy wszystko od początku…

mobee dick jesienią tego roku skończy 4 lata. Jesteśmy zespołem strategów, badaczy i projektantów, którzy specjalizują się w projektowaniu rozwiązań internetowych i mobilnych, mając hopla na punkcie udoskonalania doświadczeń ludzi z telefonem w rękach. Mam poczucie, że już na tym etapie rozwoju małej agencji osiągnęliśmy na polskim rynku bardzo wiele:

  • projektowaliśmy rozwiązania dla największych: Agora, Rainbow Tours,
  • kilka naszych projektów zdobyło wyróżnienia w konkursach branżowych, m.in. Żabka, Warta Mobile,
  • doradzaliśmy m.in. Meritum Bankowi, PKP, PRESS- SERVICE Monitoring Mediów, Ministerstwu Cyfryzacji,
  • realizowaliśmy projekty badawcze na rzecz dużych i znaczących projektów, np. dla Getin Noble Banku,
  • udowodniliśmy, że mobilność to nie moda a realna potrzeba – od początku działalności, ku zdziwieniu niektórych firm, którym ‚nie idzie’ na rynku mobile, utrzymujemy się tylko z projektów mobilnych (realizujemy przede wszystkim strategie, badania, testy i projektowanie interfejsów stron RWD i aplikacji mobilnych),
  • przekonaliśmy już kilkadziesiąt firm, że warto rozdzielać UX od DEV (nie zatrudniamy i nie planujemy zatrudniać developerów aplikacji mobilnych, tylko każdorazowo współpracujemy z zewnętrznymi partnerami i model ten sprawdza się cudownie),
  • cały czas jesteśmy o krok przed branżą, torując jej drogę w nowych kierunkach (np. teraz edukujemy w temacie botów, podczas gdy spędzają one sen z powiek developerom klasycznych aplikacji mobilnych – przeczytajcie sobie dyskusję pod tym postem).

Obsługiwalibyśmy jeszcze większe marki, gdyby nie kulawa specyfika przetargów, z którą się nie zgadzamy, a w której czasem uczestniczymy. Scenariusz tego naszego “uczestniczenia” wygląda zwykle tak:

  1. Brief od klienta dla agencji zawiera m.in. prośbę o przygotowanie do oferty projektów graficznych 2-3 podstron.
  2. Nasza odpowiedź brzmi: „Nie przygotujemy, bo nie pracujemy w ten sposób. To, o co prosicie jest nierozsądne, bo A…, B…, C…” (w dalszej części tekstu przytoczę wszystkie nasze argumenty).
  3. Klient myśli: „Oooo, jacy dziwni! Jedyni, którzy nam odmówili! No ale mają w sumie dobre portfolio, polecają ich… Zaprośmy ich na spotkanie – przyjrzymy się tym dziwakom z bliska. Niech no się nam wytłumaczą f2f.”
  4. Na spotkaniu z nami firma ta mówi: „Jesteście super. Fajnie się gadało. Robicie dobrą robotę. Aaale…”
  5. Finał: ‚Wiecie – procedury. Nie przygotowaliście tego, czego wymagaliśmy w przetargu. Wygrywa ktoś inny, komu przyznaliśmy najwięcej punktów w naszych korpo-tabelkach za zrealizowanie wymagań zapytania ofertowego.’

Prawie 2 lata temu podjęliśmy decyzję o nieprzygotowywaniu makiet i/lub projektów graficznych i/lub prototypów nieodpłatnie na rzecz udziału w przetargach i konkursach ofert. I konsekwentnie się tego trzymamy. Wygrywamy u tych, którzy mogą i chcą naginać zasady takich procesów ofertowych. Przegrywamy niestety u największych – ci są zbyt zatwardziali w swoich dotychczasowych regułach.

To nie tak, że strzelamy focha i mówimy “nie, bo nie” na przekór. Mamy szereg argumentów, jak również sporo obaw, które każdorazowo przedstawiam takim klientom i które chciałabym zebrać w dzisiejszym poście.

Po pierwsze i najważniejsze:

1. NIE PRACUJEMY ZA DARMO!

Zapytania ofertowe z prośbą o darmowe projekty przychodzą do agencji odkąd pamiętam. Kiedyś były ciekawym eksperymentem. Przegapiłam moment, w którym stały się normą dla moich kolegów z branży. Koledzy z branży (z dużych agencji, które na co dzień podziwiam) nazywają to “budowaniem relacji z klientem” i mówią to z takim przekonaniem, że widzę, jak mocno sami w to wierzą! Ja mam na to o wiele bardziej nieparlamentarne określenie, które zachowam dla siebie – staram się być kulturalna, gdy zabieram głos publicznie ;) Napiszę więc dyplomatycznie, że dla mnie to, z jednej strony, po prostu frajerstwo pracować za darmo, a z drugiej strony – tupet, skoro można tego tak bezpardonowo wymagać.

Odpowiedzcie szczerze z ręką na sercu: naprawdę czujecie się z tym w porządku? Mi wstyd byłoby poprosić. Bardzo niekomfortowo jest mi tak pracować. Jak również nie stać mnie, żeby mojemu zespołowi płacić ze swojej kieszeni za czas poświęcony na klienta, który ani myśli nas wynagrodzić.

Żaden taki podobny przetarg, który był moim udziałem, nie pozostawił dobrych wspomnień. Od tej reguły jest tylko jeden jedyny wyjątek. Z sentymentem wspominam przetarg dla NIVEA Polska z roku 2008, do którego agencja, w której wówczas prowadziłam dział sprzedaży, została zaproszona razem z innymi 4 agencjami do złożenia oferty. Wszyscy mieliśmy podane do wiadomości, kto dokładnie konkuruje. Za udział w przetargu otrzymaliśmy wszyscy po kilka tysięcy złotych wynagrodzenia. Wynagrodzenie to oczywiście nie pokrywało kosztów agencji, potrzebnych do przygotowania oferty, ale było symbolem, że koncernowi wyraźnie zależy na jakości składanych ofert. Przetarg ten wygrałam. Skoro klientowi zależało, to nam również. To był jedyny przetarg, w którym uczestniczyłam i w którym było oferowane rejection fee. Chlubny wyjątek wart naśladowania.

Wniosek z tego jest prosty: jeśli organizujesz przetarg z prośbą o przygotowanie bogatej oferty, oferuj za to wynagrodzenie. Simple as that.

“…Jak to?! To mam zapłacić 18 agencjom?” Trafiony zatopiony. Jeśli teraz czujesz wagę pieniądza, na pewno rozumiesz, ile bezsensu jest w takich działaniach. Za dużo agencji do obdarowania? Zapraszaj więc mniej, przyłóż się na dokładną selekcję agencji, do których się zwracasz. Często już jedna rozmowa wystarczy, by się zorientować, że agencja „nie dowiezie”. Da się zorganizować bardzo merytoryczny konkurs ofert z max 5 konkurującymi ze sobą agencjami.

Przetargi, do których zapraszane są agencje, od których oczekuje się projektów w ofertach, przygotowanych na koszt agencji, są skazane na niepowodzenie, a przynajmniej ogromne ryzyko, zarówno z punktu widzenia klienta, jak i z punktu widzenia agencji. Ogólnie mówiąc, klient nie szanuje tego, co otrzymał za darmo, a agencja nie przykłada się WYSTARCZAJĄCO do projektu, bardzo często robiąc go na kolanie i pracując na bardzo dużym poziomie niewiedzy, czego klient faktycznie potrzebuje. W efekcie klient nie dostaje tego, czego oczekuje. A tak łatwo jak projekty dostał, tak lekką ręką wyrzuca je do kosza. Co więcej, w takim układzie agencja nie ma możliwości przedstawić się w sposób w pełni profesjonalny.

Po drugie,

2. NIE GRAMY W GRY, KTÓRYCH REGUŁY SĄ TAJEMNICĄ.

Po stronie agencji (różnego typu: reklamowych, interaktywnych, a teraz swojej UX-owej) pracuję już dwunasty rok z rzędu. Tak długie doświadczenie w agencjach pokazało mi szereg przykładów, jak wcale nierzadko kończą się takie przetargi. Łącznie z przykładami patologicznymi, gdzie klient robi przetarg wcale nie po to, by wybrać nowego partnera do współpracy. To może być niezobowiązująca próba wysondowania rynku. Albo sposób na zebranie pomysłów, które potem w większości lub w całości można zrealizować inną drogą niż za pośrednictwem zwycięskiej agencji (“skoro dali to bierzemy i wdrażamy samodzielnie lub ze swoim obecnym dostawcą, niższym kosztem, jako swoje” – w briefach bywają przecież zapisy, że „dokumentacja dostarczona jako odpowiedź na zapytanie ofertowe staje się nieodpłatnie własnością Zamawiającego”). Bardzo często przetargi nie zostają rozstrzygnięte i nie zostaje wybrany zwycięzca (wszak w briefie widnieje kolejny uprzejmy zapis, iż klient “zastrzega sobie prawo do odwołanie postępowania ofertowego bez podania przyczyny”). Przerywanie przetargów bez podawania transparentnych powodów zdarza się częściej niż można się tego spodziewać. Dalej, zapraszanie kilku, kilkunastu agencji (a nawet kilkudziesięciu – widzieliśmy i takich klientów, którzy zdradzali to oczywiście przez pomyłkę, np. adresując korespondencję i myląc wiersz UDW z DW:), a następnie przejrzenie ich propozycji ofertowych absolutnie nie daje możliwości, aby je szczegółowo przeanalizować i wybrać faktycznie najlepszą. Konkurs sprowadza się więc wyłącznie do oceny, który obrazek jest „ładniejszy”, który lepiej trafia w gusta prezesa, co z punktu efektywności projektu, może okazać się koszmarną pomyłką.

Po trzecie,

3. PRZY TAK DUŻYM POZIOMIE NIEWIEDZY NASZA PRACA JEST SYZYFOWA.

W trakcie przetargu bardzo trudno jest dobrze zdebriefować klienta. Im większe zapytanie ofertowe, tym bardziej sformalizowany tryb zbierania pytań od agencji. I mniejsza chęć klienta do wejścia w dialog z agencją. Gdy przeglądam odpowiedzi klientów na pytania, które zadają agencję, co rusz trafiam na regułkę “Na tym etapie nie ujawniamy takich informacji.” i/lub „Liczymy na Państwa propozycje.” Jak zatem sensownie zabrać się do pracy na rzecz projektu, w którym niepogłębione są założenia, nieprzeanalizowany dotychczasowy performance, nieujawnione ograniczenia, nieznana ogólna strategia, itp.? Tylko na podstawie researchu rynku i przeglądu działań konkurencji? Przecież to błądzenie w ciemnościach. Wówczas faktycznie całość sprowadzi się do przygotowania ładnych obrazków.

Z całym szacunkiem, „ładne obrazki” to każda szanująca się agencja ma w portfolio. I właśnie portfolio i konstruktywna rozmowa f2f powinna wystarczyć klientom do przekonania o kompetencjach agencji.

Po czwarte,

4. NIE ZABIERAMY SIĘ DO PRACY OD… KOŃCA.

Klient zazwyczaj prosi o projekt strony głównej/ ekranu startowego/ dashboardu i plus minus 2 kolejne podstrony. Doświadczona agencja wie, że za projekt strony głównej nie powinno się zabierać się w pierwszej kolejności. Najlepiej tworzyć go dopiero po opracowaniu wszystkich kluczowych user flowów w produkcie, aby mieć pewność, które z nich i w jakim stopniu powinny znaleźć odzwierciedlenie na dashboardzie. To oznacza, że najpierw powinno powstać kilka/ kilkanaście innych widoków podstron, zanim przejdzie się do dashboardu. Aby spełnić wymagania klienta, któremu wydaje się, że agencji zajmie to max 2 dni, trzeba praktycznie przepracować całą architekturę informacji w produkcie, aby móc uzasadnić taki i a nie inny projekt dashboardu. Dobry projekt wymaga o wiele więcej pracy niż się laikom wydaje.

Po piąte,

5. UPEWNIJMY SIĘ, CZY OBUSTRONNIE TAK SAMO ROZUMIEMY, CZYM JEST ‚UX’.

Tu dochodzimy do wątku, który zasługuje na osobny wpis. Jeśli agencja UX-owa jest zaproszona do przetargu i jest proszona o zrobienie jakiejś grafiki na dzień dobry, to znaczy nie mniej nie więcej, że klient interpretuje pojęcie “UX” jako po prostu “jeszcze ładniejsze obrazki”.

Design is not just what it looks like and feels like. Design is how it works.

[Steve Jobs]

W projekcie cenionym przez jego użytkowników design powinien być “niewidoczny”. W projekcie powinno się oceniać flow, intuicyjność projektowanego rozwiązania i czas realizacji danej operacji, a tego nie sprawdzi się na dwóch-trzech widokach, o które klient prosi w przetargach.

Poza tym, i od tego powinnam zacząć: projektowania nie zaczyna się w Photoshopie. Projektowania nie zaczyna się nawet w Axure.

UI design starts with words.

[Jason Zimdars]

My współpracę z klientem zaczynamy od analiz i warsztatów, podczas których rozkładamy na czynniki pierwsze szczegółowe wymagania – te faktyczne, a nie tylko te zapisane w briefie, być może wymyślone tylko na potrzeby przetargu. Takiej fachowej analizy nie zrealizujemy na etapie konkursu ofert. Należy ją zrobić w momencie, gdy faktycznie klient chce z nami pracować, bo w innym przypadku szkoda i naszego i jego czasu. Kolejnym krokiem natomiast powinny być… badania potrzeb osób, dla których projektujemy. Bo nie projektujemy ani dla klienta ani dla siebie, tylko dla zwykłych ludzi, którzy tego produktu mają używać na  co dzień, prawda? Gdzie więc czas i miejsce na skierowanie się do nich na etapie przetargu? Mission impossible.

Podsumowując…

W mobee dicku do każdego projektu podchodzimy na poważnie i z pełnym zaangażowaniem. Naprawdę nie znosimy poczucia bezsensu tworzonych rozwiązań.

Klient od początku współpracy powinien być naszym partnerem w projekcie a nie oblubienicą, z którą randkujemy w ciemno i dopiero zgadujemy, czego potrzebuje, co lubi a czego nie.

Takich przetargów nie omijamy. Składamy do nich naszą ofertę, ale wybrakowaną o pożądane projekty. Przedstawiamy w niej opis procesu, do którego klienta zapraszamy. Żmudnie tłumaczymy, na czym polega proces UX design, jakie są kolejne kroki i dlaczego nasza odmowa to nie fanaberia a zdrowy rozsądek.

Niby mamy takie super podejście, niby nie jesteśmy jedyni, niby wielu z Was kiwa teraz głową z aprobatą nad tym tekstem, ale gdy uczestniczymy w kolejnym przetargu słyszymy zaklęcie: “a WSZYSTKIE agencje przygotowały!”

Czy ma sens kolejny apel o zmianę?

Teoretycznie mogłabym tym postem zaapelować o dwie rzeczy:

  • Agencje, błagam, ogarnijcie się wreszcie! Szanujcie swój czas, swoje zespoły, swój know-how.
  • Kochane korporacje, pobudka! Jeśli takie talenty jak my, nie mogą przebić się przez mur i szereg procedur (które jak sami w skrytości ducha przyznajecie, nie są uniwersalne i idealne), to znaczy, że w Polsce dotarliśmy do szklanego sufitu, od którego się wreszcie odbijemy i popłyniemy w inną stronę (np. z ziemi polskiej na zachód:).

Mimo, że jestem człowiekiem idei i mam bardzo dużą wiarę w ludzi, to jednak mam świadomość, że mój post nic nie zmieni. Nie jestem ani pierwsza ani ostatnia, która występuje z taką opinią (przeczytajcie choćby stanowisko Michała Samojlika z Autentiki, opublikowane na NowyMarketing.pl).

Pamiętam, jak 3,5 roku temu usłyszałam bardzo wymowne zdanie od dyrektora zarządzającego bardzo znanej i liczącej się polskiej agencji:

Monika. Rynek jest skurwiały. Musisz się dostosować, jeśli chcesz na nim przetrwać.

 

– Bzdura! – odpowiedziałam wtedy i dziś odpowiadam identycznie. Nie wchodzę i nie zamierzam wchodzić do tego bagienka.

TL;DR

Dla tych, co przescrollowali się do dołu:

Jesteśmy jedną z nielicznych, liczących się na rynku agencji, która nie realizuje nieodpłatnie projektów na potrzeby zapytań ofertowych.

Byłoby nam oczywiście raźniej, gdybyśmy nie byli sami, naprzeciwko naszym współtowarzyszom na tym oceanie beznadziei…

Dlatego każdego dnia kwestionujcie status quo, jeśli w głębi ducha czujecie, że istniejący porządek rzeczy nie jest w porządku. Zarówno ludzie z agencji – jeśli czujecie, że dajecie się wykorzystywać w takich przetargach, jak i ludzie z korporacji – jeśli w głębi swoich serc czujecie ich bezzasadność.

Zmiany są trudne. Nie przychodzą łatwo. Potrzeba determinacji i konsekwencji, o które niestety coraz trudniej w dzisiejszym świecie. Ale to właśnie ci, którym się chce, mogą więcej i osiągają więcej. Nigdy nie dajcie stłamsić swojego charakteru, energii i pazura. Powodzenia!

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

  • Amen.

  • Lukasz Wilczynski

    Bingo. Rejection fee powinno być standardem.

  • Pawel Soproniuk

    My też trzymamy się tej zasady od kilku lat, z podobnymi refleksjami i obserwacjami. Trzmajmy się kupy!

  • yottahz

    Powodzenia :)

  • Michał Samojlik

    Piona, koleżanko! W końcu i Domaniewska do tego dojrzeje.

  • Piotr Stanisławski

    Dobrze, że ciągle macie siłę, żeby walczyć. Trzymam kciuki mocno!

  • Tomasz Grzeszczuk

    Brałem udział w tym samym przetargu dla NIVEA tylko z innej agencji i wtedy nie wygraliśmy ale mam nadzieję że Klient wybrał i otrzymał najlepsze rozwiązanie.
    Zgadzam się z każdym słowem i od kilku lat w swojej agencji działam tak
    jak Wy. Klient może mnie ocenić przez
    pryzmat mojego doświadczenia, spotkania f2f, zrealizowanych projektów a
    nawet przez kontakt z moimi klientami, a jeśli szkoda mu na to czasu to
    znaczy że szkoda naszego czasu na prace dla tego Klienta. Jeśli Klient
    wymaga od nas pełnego zaangażowania w podejściu do jego projektu, to
    takiego samego szacunku do naszej pracy powinniśmy wymagać MY. W
    biznesie jak w życiu do pełnej satysfakcji potrzeba partnerstwa.

  • Ah.. od razu mam przed oczami „briefy” na audyt SEO/UX webowych serwisów korporacyjnych (ze specyfikacją pisaną przez osoby, które zdecydowanie nie wiedzą, co powinien zawierać audytu SEO/UX). No i zrób wycenę takiego projektu, gdy wiesz, że rzetelny audyt powinien mieć zupełnie inny zakres (a konkurencyjne agencje przecież wycenią ten – wybrakowany).

    Nie mówię już o pytaniach o optymalizację, strategię, content plany etc. Bardzo dobrze, że takie teksty powstają.

  • Bardzo dziękuję za tak pozytywny odbiór tego tekstu! <3 Ukłony dla wszystkich komentujących i szerujących ten tekst w mediach społecznościowych (FB, Twitter, LinkedIn), na Wirtualnych Mediach i Medium.com. Spuentować chciałabym to w następujący sposób:

    Tak jak napisałam w tekście, miejmy świadomość, że mój głos nie jest pierwszym w tej sprawie. I właśnie dlatego, że nie jest pierwszym, nie mam złudzeń, że zrobię nim rewolucję w branży, skoro poprzednie głosy nie zrobiły. Co gorsza, mam wrażenie, że z roku na rok jest gorzej (więcej firm przyjmuje takie praktyki przetargowe za normę). Tylko w zeszłym tygodniu dostaliśmy TRZY kolejne NOWE zapytania o ofertę z prośbą o przygotowanie projektów… Spokojnie cały marzec i cały kwiecień moglibyśmy wypełnić pracą na rzecz przetargów, gdybyśmy to wszystko łykali.

    W tej chwili nad tym moim tekstem klaszczecie, kibicujecie, wyrażacie chęć większej zmiany ("załóżmy stowarzyszenie"/ "zróbmy z tego akcję medialną"/ itd.), a gdy emocje opadną (trzeba na to zaledwie kilka dni) potem wrócicie do swoich spraw, do obsługi briefów, pisanych na jedno kopyto i do starej-znanej dobrze rzeczywistości… W skrytości ducha liczę, że może jedna czy dwie agencje będzie szerować ten tekst do swoich klientów w odpowiedzi na takie zapytania, ale większość pozostałych będzie dalej odpowiadać tak, jak odpowiada teraz.

    Ja tymczasem pisząc ten post miałam tak naprawdę jeden jedyny cel: mieć wyczerpujący tekst, dlaczego takie podejście jest niemądre, po to, aby nie musieć każdemu nowemu klientowi tłumaczyć tego od nowa, tylko właśnie móc mu podesłać linka :) ;)

    Schlebia mi fakt, że ten tekst może pomóc branży, ale prawda jest taka, że… NIKT NIKOMU ZA NIEGO NIE POMOŻE. Nie wielkie czyny, branżowe zrywy, a małe zmiany, na swoim własnym podwórku. Niech się każdy zajmie zmianą tylko u siebie, tylko w swojej firmie (tak jak ja u swojej, gdy 2 lata temu powiedziałam ostatecznie NIE i teraz tylko to przypominam) i to będzie wystarczający sukces i wystarczający efekt tego mojego tekstu. Niekonformistycznie, a z głową. Żeby praca miała sens. Bo bylejako mi się nie chce. I takiego podejścia życzę moim czytelnikom życzę! :) :*

  • Pingback: KoziołekWeb » Blog Archive » Koniec Eldorado II()

  • Piotr

    na pocieszenie albo pogrążenie (każdy wybierze sobie to co mu pasuje) dopiszę, że to nie jedyna branża w której Klient wymaga pracy za darmo. Oprócz programowania i projektów aplikacji robimy jeszcze duże wdrożenia serwerowni i tam też zanim padnie decyzja o wyborze trzeba dostarczyć pełny projekt podłączenia dostarczanych komponentów do istniejącej infrastruktury. W kilku przetargach zrobiliśmy i przegraliśmy ale o dziwo Klient zrealizował nasz projekt. Kolejna dziedzina, która mnie interesuje to szkolenia z rozwoju osobistego lub firmy – dokładnie ta sama sytuacja. Podsumowując mój punkt widzenia: dla wszystkich zaczyna stawać się to niestety standardem ale to nie Klient jest winny tylko Wykonawcy, którzy za wszelką cenę chcą dostać zlecenie i zrobią wszystko czego Klient wymaga a Klient jak dostaje to bierze.

  • Tomasz

    Bardzo fajny i inspirujący wpis. Jestem z zupełnie innej branży i od dłuższego czasu myślę o tym problemie. Podpatrując innych zauważyłem, że…
    Są jednak branże, które sobie radzą z tym całkiem ok. Dwa lata temu chciałem zamówić kuchnię do domu (meble) i okazało się, że aby zrobić taki projekt trzeba wszystko sprawdzić i zmierzyć na miejscu. Nikt nie przygotuje projektu na podstawie przesłanych planów, nikt nie chciał też tego zrobić za darmo i przyjechać, pomierzyć oraz narysować, a już na pewno nie przesłać potem mailem. To co można było dostać za darmo to:
    – u części spotkanie u klienta, rozmowę i ofertę na zasadzie to będzie około 20 tyś zł
    – u części zaproszenie do siedziby i tamże rozrysowanie tego w programie (jeśli chcesz to potem dostać to tylko za opłatą)
    – IKEA np. daje Ci możliwość samodzielnego rozrysowania tego w ich programie a potem konsultację z ich pracownikiem
    Pozdrawiam

  • Tomasz Nowak

    Cięcia, cięcia i jeszcze raz oszczędności = polska cebula.
    Gdyby nie wyzysk i pazerność, to byłoby tak jak piszesz. Smutne ale niestety prawdziwe.

    Ps. świetny tekst.

  • karolinarojekpl

    Nie będę się rozpisywać, bo i nie ma po co. Masz rację. I wcale nie zapomnę o tym za kilka dni :) Powodzenia!

  • Arclite Smith

    Oczywiście dołączam się ze swoją małą agencyjką że nie robimy za darmo :)

  • Pingback: Ciekawe linki do porannej kawy - Zalotka.pl()

  • Frysztyk

    Dobre.

    Jestem z kompletnie innej branży, ale w mojej grasuje podobna plaga (ze zwiększonym jeszcze ryzykiem tego, ze klient „ofertowe gratisy” potraktuje jako tani substytut produktu końcowego, a usługodawca figę z makiem z tego bedzie miał). Przy następnych ofertach spróbuję to zmienic, zobaczymy z jakim skutkiem.

  • Marcin Rakiewicz

    Sama prawda, choć jeśli kryteria oceny i wymagania dla rozwiązania są jasne, można to traktować jak inwestycję, tj. wkalkulować ryzyko w działalność. Generalnie przetargi publiczne są przecież tak prowadzone, we wszystkich branżach i wynika to z przepisów prawa (SIWZ). Tj. samo techniczne przygotowanie oferty niejednokrotnie sporo kosztuje, nawet jeśli polega na wypełnieniu 50 tabelek i załączników. Jeśli w grę wchodzi kreacja, wstępny projekt – wiadomo, nakład rośnie. Zwyczaje z UZP się propagują na przetargi komercyjne, bo firmom obsługującym oba segmenty jest łatwiej, zlecającym jest łatwiej itd.. :P

    W mojej działalności – z jednym dużym domem mediowym jako zleceniodawcą ustalaliśmy funkcjonalność reklam rich-media przez 3 miesiące, następnie powstała „wstępna” specka w 2 językach, makiety, treść umowy, warunki wsparcia serwisowego, 3 delegacje Wwa-Gdańsk, spotkania z klientem końcowym. Łącznie pół roku. W momencie, kiedy wszystko wydawało się dopięte, odpowiedzialny menadżer po stronie DM zmienił pracę i.. Cóż, te specyfikacje są naprawdę ok, cieszę się że mam je w szufladzie :P

    Najistotniejszym moim zdaniem problemem jest brak jasności co do wymagań. Im bardziej produkt projektu jest skomplikowany, tym więcej będzie kosztowała analiza i praca koncepcyjna. Generalnie wymaga to współpracy z klientem. Nie da się sprzedać np. aplikacji na zasadzie „po ile taki miś” (wiem, wiem, wielu udowadnia, że się da..). Zarówno w przetargach i nie w przetargach, czyli w przypadkach kiedy kierujemy ofertę do klienta po prostu zainteresowanego wstępnie jakimś tematem.

    Rozsądnym wyjściem, w kontekście aplikacji, wydaje się budowanie oferty w taki sposób, że
    1. przedstawiamy swoje możliwości (referencje, stały content)
    2. budujemy ofertę z modułów (powtarzające się elementy, zidentyfikowane „produkty” – co obniża nakład dzięki standaryzacji )
    3. szacujemy wstępnie, jeśli się da (z oznajmionym klientowi błędem max. 20%) lub podajemy przykłady wyceny podobnych rozwiązań
    4. jeśli się nie da wycenić całości – wyceniamy precyzyjnie jedynie pierwszy etap projektu, którym jest analiza lub przygotowanie koncepcji – z założeniem takim, że efektem tego etapu jest precyzyja wycena całości..
    Mam taką zasadę, że zanim przedstawię jakąkolwiek ofertę, staram się klientowi wytłumaczyć dlaczego tak chciałbym ją skonstruować. I wtedy mniej więcej opowiadam ten artykuł swoimi słowami ;)

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close