Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_dlaczego_malo_kobiet_jestemmobi

Dlaczego jest tak mało kobiet w męskich branżach?

15

08 marca 2017

Kategorie: Blogowo
Autor: Monika

Kilka godzin po obejrzeniu przemowy Madonny, odbierającej nagrodę Billboard Women in Music 2016, napisałam tekst, zbierający luźno moje doświadczenia z rozwoju kariery zawodowej w branży internetowej. Było to tuż przed Świętami Bożego Narodzenia. Uznałam jednak, że ani okres świąteczny ani okres noworoczny nie był dobrym czasem na publikację takiego tekstu – nie chciałam go wkładać do szufladek “podsumowania” czy “postanowienia noworoczne”. Wtedy też w mediach szalały relacje z ogólnopolskich protestów kobiet (dziś też się takie pojawią) – do tej szufladki również nie chcę być wrzucona, bo problem kobiet w męskim świecie nie jest tak prosty, jakim go w mediach widzimy… Mamy dziś Dzień Kobiet – dla mnie to symboliczny termin – lepszego dla mojej publikacji szybko nie będzie :)

[Aktualizacja: W trzy dni po publikacji dostałam od Was mnóstwo komentarzy, zarówno w wiadomościach prywatnych, jak i w mediach społecznościowych; zarówno od kobiet, jak i mężczyzn. Serdecznie za nie dziękuję. To mój pierwszy, ale nie ostatni głos w tej sprawie. I pozwolę sobie zmienić tytuł tekstu z „Dlaczego jest tak mało kobiet w branży internetowej?” na „Dlaczego jest tak mało kobiet w męskich branżach?”, bo pisałam z punktu widzenia swojej ścieżki zawodowej w branży technologicznej, a – macie rację – podobne mechanizmy działają przecież w każdym zmaskulinizowanym środowisku.]

“Jako singielka i rozwódka – przepraszam Sean – nagrałam album „Erotica” i wydano moją książkę „Sex”. Pamiętam, że pisano o mnie na pierwszych stronach wszystkich gazet i magazynów i potępiano mnie w każdym tekście na ten temat. Nazywano mnie dziwką i wiedźmą. W jednym z nagłówków porównano mnie do szatana. I pomyślałam sobie, momencik…, czy to nie Prince biega na obcasach, w kabaretkach, uszminkowany i z tyłkiem na wierzchu? Tak. Tak właśnie było. Ale on był mężczyzną. Wtedy po raz pierwszy zrozumiałam tak naprawdę, że kobiety nie są tak samo wolne jak mężczyźni. To mnie sparaliżowało. Potrzebowałam chwili, żeby się pozbierać. I żeby dalej twórczo pracować. I żeby dalej żyć.”

Ubóstwiam silne kobiece osobowości. Kocham Madonnę. Kocham Lady Gagę. Swoje uznanie wyrażam choćby swoją obecnością na ich koncertach, stawiając się na nich nawet w zaawansowanej ciąży :) Jej przemowa poruszyła mną do głębi i zainspirowała do napisania tego tekstu. Tak bardzo rozumiem, o czym ona mówi. Dotąd nie przeszło mi jednak przez myśl, że tak znane i zasłużone kobiety mają pod górkę z dokładnie tych samych powodów co ja – tylko z powodu swojej płci. Budujące jest poczucie, że i mali i wielcy tego świata borykają się z podobnymi problemami.

“Nigdy nie narzekaj, że masz pod górkę, jeśli zdecydowałeś, że idziesz na szczyt.”

Ten post nie jest narzekaniem na istniejący porządek świata. Nie jest nawet apelem o zmianę. Zjawiska, o których zaraz przeczytasz, wynikają również z wielu schematów poznawczych i wielu błędów, zachodzących w spostrzeganiu społecznym, że wręcz nie ma szans na szybką zmianę :) Mam za to prośbę o refleksję, czy przypadkiem zbyt często nie ulegamy uprzedzeniom i stereotypom, które z góry stawiają kobietę na gorszej pozycji względem mężczyzny. Opisane poniżej sytuacje zdarzają się na tyle często, że postrzegam je już jako prawidłowości. Chcę Wam o nich opowiedzieć, a Wy zrobicie z nimi, co chcecie. Ja dalej będę robić swoje. Niemniej, gdy wkrótce spotka Was jedna z sytuacji opisanych poniżej i spojrzycie na nią w inny sposób niż dotychczas, to cel tego tekstu będzie osiągnięty. Będziecie bardziej świadomi. Świadomi niuansów, przez które kobietom tak ciężko przebijać tzw. szklany sufit.

…Nazywam się Monika Mikowska. Jestem współwłaścicielką agencji Mobee Dick, będącej najlepiej wyspecjalizowaną w Polsce w dziedzinie mobile UX. Jestem autorką popularnego i nagradzanego bloga jestem.mobi, na którym właśnie Cię goszczę. Jestem najbardziej rozpoznawalną w i najbardziej zasłużoną kobietą dla branży mobilnej w Polsce. Jestem jedną z kilkunastu najważniejszych kobiet w branży internetowej. Tak powinnam się przedstawiać. Bez notorycznego pomniejszania swoich zasług. Na potrzeby tego tekstu dodam jeszcze: uważam, że gdybym była mężczyzną, a przynajmniej mniej atrakcyjną kobietą, musiałabym włożyć o wiele mniej wysiłku, by dojść do miejsca zawodowego, w którym jestem. Albo doszłabym do niego szybciej.

Muszę starać się bardziej, muszę udowadniać więcej, muszę być lepiej przygotowana, żeby mój głos był równorzędny podobnemu męskiemu. Nie tylko w odbiorze przez mężczyzn, ale – co najgorsze – również kobiet!

Sama na polu walki

W wywiadach zwykłam powtarzać, że kobiecie w branży męskiej jest łatwiej. Łatwiej jej jest się tylko wyróżnić. Nie uszczegóławiałam, co dzieje się dalej, bo dalej wcale nie jest łatwo. Dalej czeka walka (nie, nie o przetrwanie) o każde pojedyncze zwycięstwa.

Scena polskiej branży internetowej jest zmaskulinizowana. Niestety kilka znanych w tej branży nazwisk noszą… szowiniści. Do ich grona kobieta nie ma wstępu. Ciężko im uznać jej obecność. Największym wyrazem uwagi może być co najwyżej sprośny lub seksistowski komentarz (najpopularniejszy: „nie przyszedłem Ciebie słuchać, tylko na Ciebie popatrzeć”). Chyba, że potrzebują się wylansować wśród nowej grupy odbiorców, to wtedy na pewno odezwą się z prośbą o przysługę. Mniej lub bardziej intencjonalnie rzucają swoim koleżankom z branży kłody pod nogi i jeśli ja tyle razy się na nich poślizgnęłam, to nie dziwi mnie, że inne dziewczyny nawet nie chcą próbować stawać do drogi.

Do takiego grona wzajemnej adoracji próbowałam się wbić kilka razy, zarówno offline, jak i online. Na przykład w dyskusjach na Facebooku, wykorzystując fakt, że “on” zapostował coś totalnie bez pomyślunku, zabrał pod tym worek lajków, a ja czułam się wystarczająco kompetentna, żeby z tym polemizować. I gdy wypunktowałam go argumentami… “on” skasował mój komentarz, udając, że mnie tu w ogóle nie było. Inny “on” podjął polemikę, ale odpowiedział… emocjami a nie argumentami (facet emocjami? dokładnie tak:), że dalej nie wiedziałam, co odpisać, bo dyskusja nie miała szans być merytoryczna. I w takich sytuacjach przydawałoby mi się wsparcie, które zazwyczaj… nie przychodzi.

W Polsce działa kilka inicjatyw wspierających kobiety w branży IT. Sama aktywnie wspierałam jedną z nich, Geek Girls Carrots. Jednak niedawno uświadomiłam sobie, w czym tkwi problem takich organizacji. Nie chodzi o to, by dziewczyny kibicowały sobie nawzajem w swoim gronie. Chodzi o to, by dziewczyny potrafiły kibicować sobie publicznie, na forum, pomiędzy mężczyznami i wśród nich organizowały swoje terytorium. Niestety mało jest kobiet, które mają taką śmiałość. Za mało jest też kobiet, które potrafią się bezinteresownie wspierać, gdy przebywają wśród mężczyzn.

Wróćcie jeszcze raz do przemówienia Madonny – zwróćcie uwagę na zmieszane spojrzenia innych kobiet. Kobiet! Spojrzenia te potwierdzają, że tylko silna kobieta stanie murem za drugą taką.

Za ładna do biznesu, za mądra do łóżka

Na prelekcje na konferencjach i spotkania biznesowe nigdy nie ubieram bluzek i/lub sukienek z dekoltem ani mini. Robię tak celowo, aby nie podkreślać dodatkowo swojej kobiecości i nie prowokować dodatkowych komentarzy, bo i tak zdecydowanie zbyt często muszę tłumaczyć się ze swojego wyglądu. Zdarzyło się nawet na scenie przed liczną publicznością – konferansjer rozpływał się nad zaletami mojej urody, co krótko zkwitowałam: “wolałabym wyglądać mądrze a mówić pięknie”. Chodzę w butach na obcasach, bo je po prostu lubię i chcąc nie chcąc, wysokie szpilki stały się moim znakiem rozpoznawczym. Do niedawna bardzo sobie to ceniłam – stanowiły swoisty oręż w tym męskim świecie, bo stwarzały odpowiedni dystans. W pewnym sensie ten dystans stał się też moim przekleństwem.

Nigdy nie słyszałam, aby wygląd występujących publicznie mężczyzn był w taki sposób komentowany. A szkoda. Zarówno ten atrakcyjny, jak i niechlujny. Zwłaszcza, że niejednokrotnie doświadczyłam sytuacji, w których występowałam na konferencjach z facetami, gdzie ich ogólna prezencja nie przystawała do mojej – wychodzili w znoszonych trampkach, wymiętolonych spodniach/ koszulach, odpalali sprzedażową prezentację, a w klasyfikacji generalnej zajmowali wyższe miejsca, ewidentnie dlatego, że nosili bardziej znane nazwisko niż ja i na sali było więcej ich zwolenników.

Atrakcyjny wygląd pomaga czy przeszkadza? W jednych sytuacjach pomaga, w innych przeszkadza – nie w tym rzecz. Wkurzam się o fakt, że to kobieta częściej niż facet jest ze swojej urody rozliczana. Nie tylko ta „ładna”, również ta „brzydka”.

Więcej o problemach związanych z wyglądem zewnętrznym napisała Basia Stawarz-Garcia w tekście “Jestem kobieta i wkurza mnie wygadywanie bzdur”, stworzonym tuż po przeczytaniu mojego :)

 

Wyobraź sobie, że masz nawiązać współpracę z nowym dostawcą. Rozmawiasz z szefami dwóch firm, które bierzesz pod uwagę. Obie są kobietami – obie są merytorycznie bez zarzutu, a ich firmy mają identyczne kompetencje i identyczne referencje. Różnią się tylko fizys – jedna jest bardziej atrakcyjna. Kogo wybierzesz do współpracy? Tę ładniejszą czy tę brzydszą?

I jeszcze raz to samo – wyobraź sobie, że masz nawiązać współpracę z nową firmą. Rozmawiasz z szefami dwóch firm, które rozważasz. Obydwoje są mężczyznami – obydwoje są merytorycznie bez zarzutu, a ich firmy mają identyczne kompetencje i identyczne referencje. Różnią się tylko fizys – jeden jest przystojnieszy. Kogo wybierzesz do współpracy? Tego mniej czy bardziej przystojnego?

W pierwszym przypadku większość zapytanych wybierze kobietę mniej atrakcyjną, w drugim – bardziej przystojnego mężczyznę. Dlaczego atrakcyjniejszy wygląd nie działa na korzyść w obu przypadkach? Bo utarło się, że zestaw cech: atrakcyjność fizyczna + dobry warsztat zawodowy jest powszechniejszy w przypadku mężczyzn. Większość ludzi wybierze ten zestaw, który w ich odbiorze jest bardziej spójny. Ładna, mądra i odważna kobieta? Eeeee, przecież takie w przyrodzie nie występują ;)

Takich kobiet, które posiadają równocześnie 3 kluczowe cechy – wiedzę, urodę i siłę (konsekwencję, determinację, odwagę) – jest naprawdę niewiele. Ja osobiście upodobałam sobie trzy z naszej branży internetowej: Barbarę Stawarz-Garcia, Katarzynę Młynarczyk i Natalię Hatalską. Z radością śledzę ich losy, podziwiam dokonania, gratuluję sukcesów i kibicuję dalszemu rozwojowi. Inspiruję się nimi. Często też pomyślę: “chcę być taka jak ona”. Takich fantastycznych osobowości jest oczywiście więcej, ale gdy myślę o swoich perypetiach w zmaskulinizowanej branży, to te trzy kobiety przychodzą mi na myśl w pierwszej kolejności – wyobrażam sobie, że one doświadczają branży w podobny sposób jak ja. Faktycznie, mało nas. A głos mniejszości łatwo marginalizować.

Najważniejsze osoby można policzyć na palcach jednej ręki

Dzieci. Jakże istotny jest to element dla kariery zawodowej kobiety – jak trudny do pogodzenia – również przez stereotypowy podział ról, dalej funkcjonujący w społeczeństwie. Często jestem pytana “jak daję radę to wszystko pogodzić” (BTW, mój mąż takich pytań nie otrzymuje). Każdego dnia opanowuję do jeszcze większej perfekcji sztukę szybkiego przełączania się pomiędzy rolami i zadaniami. A przede wszystkim nieustannie dokonuję wyborów i weryfikuję listę priorytetów. Oczywiście, że przechodzi mi przez myśl, jak o wiele dalej zawodowo bym była, gdybym dzieci nie miała. Co jednak ważniejsze, wiem, że praca to mało wdzięczna suka, od której jeszcze nigdy nie usłyszałam i nigdy nie usłyszę szczerego i bezinteresownego “kocham Cię”.

Jestem mamą dwóch wspaniałych córek, które – już teraz to widzę – wyrosną na mądre, silne i piękne kobiety. Bardzo często łapię się na tym, jak bardzo obecne są i w naszej rodzinie stereotypy, w oparciu o które je, o zgrozo, wychowujemy i w ten sposób nieintencjonalnie osłabiamy… tę naturalną siłę, której później może im zabraknąć, bo przecież brakuje jej tylu dorosłym kobietom w naszej branży. Siłę, dzięki której nie ustawać będą we wkładaniu stopy w drzwi, które mężczyźni będą im notorycznie chcieli zamknąć przed nosem. Siłę, dzięki której będą spływać po nich złośliwe komentarze i zagrania innych kobiet, prawie nigdy nie wypowiedziane w twarz, tylko za plecami. Siłę, dzięki której będą odporne i na mężczyzn i kobiety z kompleksami, niespełnionymi ambicjami i zazdrosnymi, że ktoś inny potrafi.

Dzisiejszy tekst jest również dla mnie, ku pamięci. Abym nigdy nie powiedziała córkom, że nie są za ładne, za głupie i za słabe… że coś im wypada/ nie wypada… tylko dlatego, że są dziewczynkami. Ludziom – generalnie ludziom – może coś wypadać lub nie, przystawać lub nie, ale proponuję nie mieszać do tego płci. Abym zawsze pielęgnowała w nich po równo wszystkie te 3 kluczowe cechy, dzięki którym kobiety osiągają sukces.

 

Poproszę Cię o jeszcze jedno ćwiczenie…

Przypomnij sobie sytuację, w której poznałeś/-aś nowych ludzi, wśród których była para, kobieta i mężczyzna. Przedstawia ich ona i mówi: “A to jest mój mąż” albo przedstawia ich on i mówi: “A to jest moja żona”. Co Ci przeszło przez myśl w chwili, gdy to wypowiedzieli…? To, że “ona jest jego żoną” niestety deprecjonuje jej wartość w relacji biznesowej. Znowu – wartość kobiety, nie mężczyzny. Większość osób niestety tak to będzie odbierać.

Niewiele osób wie, że współwłaściciel Mobee Dicka i mój mąż to jedna i ta sama osoba :) Był okres, w którym bardzo zależało mi, aby nie było to oficjalnie wiadome. No bo jak to? Pary w biznesie?! W takiej relacji to kobieta będzie odbierana protekcjonalnie. Zresztą znajome pary pracujące razem prezentują podobne zdanie w tym temacie. Dyskusja, czy łączenie życia zawodowego z prywatnym wychodzi parze na zdrowie czy nie, to zupełnie osobna kwestia. Zwłaszcza, że to kolejne pole zaminowane uprzedzeniami – ja sama ze swojego doświadczenia mam jeden mocny przykład potwierdzający tę tezę a przecież moja obecna relacja z Mirkiem to przykład ją obalający. To zależy od dopasowania i obustronnych preferencji – nie ma złotego środka, są za to szablony i stereotypy, do których lubi się wciskać ludzi.

Nie równość jest potrzebna, a… równowaga

Znam kilkunastu mężczyzn, z którymi traktujemy się po partnersku, równolegle w życiu prywatnym i zawodowym. Z którymi mogę zrealizować wspólny projekt, ale i z którymi mogę bez skrępowania pogadać, jak idzie mu w pracy, jak kochane są jego dzieci, czy skomplementować go, że zmienił styl/ schudł/ dobrze wygląda. Którzy sprawią mi komplement dotyczący wyglądu czy ubioru, a ja nie pogrożę się „jak on śmiał spojrzeć na moje-cokolwiek-innego niż w oczy”, tylko po prostu podziękuję. Ba, z którymi możemy komentować zarówno ładne kobiety, jak i przystojnych mężczyzn. Którzy otworzą mi drzwi, gdy wychodzimy z budynku, ale którym ja potrzymam ciężkie toboły, gdy pakują się do auta. Z którymi mogę niebanalnie podyskutować, ale i odmóżdżyć się w rozmowie o pierdołach. Z którymi – jednym zdaniem – mamy w nosie wszystko, co powyżej napisałam.

Nie chodzi mi o promocję równouprawnienia. Nie uważam, że jesteśmy równi, tacy sami. Różnimy się i to z szeregu o wiele ważniejszych względów niż płeć. Wolę promować… harmonię. Nie równość, a równowagę. Przecież kobieta i mężczyzna nawzajem się uzupełniają, a razem tworzą świetny zespół. To samo w zespołach kobiecych (i mieszanych) – niewiele potrzeba, abyśmy się więcej wspierały, wystarczy zwykła życzliwość wobec drugiej osoby.

Czujmy się dobrze w swojej skórze. Nie udawajmy nikogo innego. Dziękujmy za to, że jesteśmy zdrowi. Szukajmy miłości i uznania w oczach najbliższych, a niekoniecznie osób postronnych. Spędzajmy czas z ludźmi, których sukcesy cieszą nas bardziej niż własne. Inspirujmy się każdego dnia do bycia lepszym sobą dnia kolejnego. Tego życzę sobie i Wam w każdym dniu tego roku, nie tylko 8. marca.

P.S.

Alenie, mojej starszej córce, dziękuję za to, że nauczyła mnie asertywności i umiejętności definiowania tego, czego w życiu NIE chcę. Tatianie, mojej młodszej córce, dziękuję za naukę dystansu do siebie samej i otoczenia. Mirkowi, mojemu mężowi, dziękuję za nieustające, niesłabnące wsparcie. Nasza relacja jest wyjątkowa a uporządkowanie sfery prywatnej daje mi ogromną siłę do wyrywania się do przodu w sferze zawodowej. Gdybym przepalała energię w nieudanym związku, nie byłabym w tym punkcie zawodowym, w którym jestem. Jesteście dla mnie najważniejsi <3

Tagi: kobieta
  • Pingback: Jestem kobietą i wkurza mnie wygadywanie bzdur – Happy Content()

  • Paulina Henne

    dzięki za ten tekst!

  • Wow. A więc o tym mówiłaś dziś na scenie Mobile Trends. Dziękuję za ten tekst.

  • <3 dzięki.

  • Marta

    Hej Monika,
    bardzo ciesze sie, ze zobaczylam twoj wpis. Wiesz sa takie momenty, kiedy widze swiatelko w tunelu. Na przyklad:
    Jak przychodzi do mnie dev lead i mowi „wiesz zauwazylem, ze na spotkaniach jak czegos chcesz to traktuja cie jakbys uzywala emocji. Jak ja zahowuje sie tak samo to wszystko jest ok”.
    Czy jak odchodzac z firmy pada pytanie od CEO, mezczyzny, ze przemyslal i zrozumial jak musialo byc mi ciezko za co bardzo przeprasza.
    Niestety jeszcze duzo mamy do zrobienia i najgorsze w tym wszystkim jest to co mamy w srodku. I tak zwykle nosze jeansy i sie nie wyrozniam bo mam dosc komentarzy o tym jak wygladam…
    Pozdrawiam cieplo i serdecznie

  • Dorota Filipiuk

    Cudowny tekst! Jak bardzo go ,,czuję”. Nigdy nie byłam za równouprawnieniem, które często to właśnie mężczyźni wykorzystują na swoją stronę (,,przecież chciałyście równouprawnienia”), ale własnie za tym, aby obie płcie były po równo cenione. Sama zauważam jak często muszę walczyć o swoje, jak boję się prosić o pomoc, jak niechętna jestem do przyznania się, że czegoś nie umiem, aby tylko nie stracić jako…kobieta. Ta istota, która jest podobno słabsza, mniej zorganizowana, kompetentna i przedsiębiorcza. To co kobieta musi udowadniać, mężczyzna często ma już ,,w pakiecie”. Cenie mężczyzn, podziwiam za determinację i przedsiębiorczość- myślę jednak, że my kobiety wcale nie musimy odstawać od czołówki! I masz rację Moniko- tylko silna kobieta wspiera inne silne kobiety. Pozdrawiam!

  • sedziadred

    „Na prelekcje na konferencjach i spotkania biznesowe nigdy nie ubieram bluzek i/lub sukienek z dekoltem ani mini. Robię tak celowo, aby nie podkreślać dodatkowo swojej kobiecości i nie prowokować dodatkowych komentarzy(…)”

    I zdjęcie z ostatniej gali Mobile Trends Awards dla porównania https://uploads.disquscdn.com/images/b807e16bbf7721d38fa234da4aea2feb5f1ee50b4d9175f8d529ee461e50b136.jpg

    • W tekście mowa o prelekcjach i spotkaniach z klientami, tu wieczorowa gala. Co porównujemy? Bo nie widzę związku, a tym bardziej nie czuję się złapana za język.

      • sedziadred

        Szpilki tez nie podkreślają kobiecości wg Ciebie? #hipokryzja

        Kolejny przykład, ze szpilkami z innej konferencji (już nie gali):
        https://uploads.disquscdn.com/images/86b13c950cbaaad47c9ea85e932666d6a3415d80629b47d64306a25ea86367ba.jpg

        • O butach na obcasach wyraźnie napisałam w tekście. Udowadniasz nie moją #hipokryzję, a swój #brakumiejętnościczytaniazezrozumieniem.

          O tym m.in. jest ten tekst, że kobiety co chwilę muszą tłumaczyć się z wyglądu i/lub ubioru. Nawet takim osobom jak Ty, które założą nowe anonimowe konto na Disqus, tylko po to, by próbować ściągać mnie w dół. EOT.

          • sedziadred

            Rozumiem, że ten blog polega na wychwalaniu Twojej osoby, nie umiesz nawet odpowiedzieć na pytanie. Społeczeństwu wysokie buty kojarzą się z kobiecością – ale rozumiem, że Ty masz swoją definicję – wysokie obcasy = dystans? Tak się składa, że ich niewygodę można porównać do gorsetu – z którego kobiety przez lata próbowały się uwolnić. EOT – jeśli ktoś ma inne zdanie lub cytuje bzdury, które wypisujesz to kończysz temat, tak? Potrafisz się do czegokolwiek odnieść i zejść na ziemię ze swojego ego? EOT

        • Karolina

          Jeśli ktoś chce się do czegoś przyczepić, to się przyczepi.

          „Na prelekcje na konferencjach i spotkania biznesowe nigdy nie ubieram bluzek i/lub sukienek z dekoltem ani mini. Robię tak celowo, aby nie podkreślać dodatkowo swojej kobiecości i nie prowokować dodatkowych komentarzy (…) Chodzę w butach na obcasach, bo je po prostu lubię i chcąc nie chcąc, wysokie szpilki stały się moim znakiem rozpoznawczym. ”

          Ciężko było ten fragment źle zinterpretować,a jednak komuś się udało :)

  • Super tekst! Ja dużo swojego czasu przebywam w branży zdominowanej przez facetów, w IT i jest niestety tak jak piszesz, ale co gorsze miałam okazję pracować też w zespole zdominowanym przez kobiety i jeden jedyny facet był od zawsze na lepszej pozycji, bo… był facetem i nikt nie oceniał jego humorów, wyglądu itp. Smutne. Prawdziwe.
    Mi jest często bardzo ciężko w takich relacjach, zwłaszcza, że moje stanowisko jest utożsamiane bardzo damsko, mimo że nie powinno. Eh te szufladki! Super tekst! A jestem na Twoim blogu po raz pierwszy, muszę się bardziej rozejrzeć :)

  • Bardzo dobry wpis ;-). Doceniam bardzo osoby z pasją i dzieleniem się nią. Dziękuję :=)

  • Kaja Laura Toczyska

    Muszę przyznać, że jestem trochę zaskoczona tym tekstem. Sama pracuję w branży związanej z IT (UX Design od ponad 2 lat) i pracowałam m.in. przez rok w software housie, gdzie 90% pracowników stanowili mężczyźni. Organizuję także różne wydarzenia technologiczne, prowadzę warsztaty i spotykam się z klientami. Jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mi się, żebym została potraktowana odmiennie ze względu na moją płeć (zdarzyło mi się tylko ze względu na wiek). W firmie IT nawet byłam ceniona za swoją szczerość i szef firmy chętnie zasięgał mojej opinii w różnych sprawach. Ciekawa jestem, skąd wynikają te różnice. Może to się zmienia? A może po prostu za krótko siedzę w tej branży? ;) W każdym razie dzięki za tę perspektywę.

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close