Otwórz Zamknij Wyszukaj
naglowek_co-dalej-mikowska_jestemmobi

Co dalej, Mikowska?

12

03 września 2012

Kategorie: Blogowo
Autor: Monika

Pierwszy dzień roboczy nowej rzeczywistości. Oficjalnie na swoim. Bez ogonów. Uwolniona. Wolna. Teraz będzie po mojemu. Rozdaję karty. Idę po koronę. Królowej. Król jest pewnie inny. Który dokładnie – nie wiem. Mężczyzn w świecie mobile jest wielu. Bijcie się między sobą. Mnie Wasza walka nie interesuje.

Po pierwsze, mogę już pokazać Wam pysk mobee dicka.

Czytelnicy Wirtualnych Mediów wiedzą już od tygodnia. Zmieniłam pracę. Rodzę nowe.

…Yyy, Monika, ale czy wiesz, co znaczy „dick” w Polsce?

Powstaliśmy po to, by kreować kształt usług mobilnych sprzedawanych na polskim rynku, bo nie podoba nam się ich obecny poziom. Banał, co?

Jestem w trakcie prac na infografiką, o której informowałam tutaj. Potwierdza się, jak bardzo polski rynek usług mobilnych jest rozszalały i jeszcze rozdrobniony. Pozwólcie, że uogólnię. Mamy na nim kilkadziesiąt (a może i więcej) 2-3 osobowych… no dobra, kilkuosobowych dev house‚ów. One zazwyczaj nie mają dobrych kreatywnych ani strategów. Najmocniejsi rozrosną się w większe zespoły lub zostaną przejęci przez innych. Np. przez agencje interaktywne, które dziś nie potrafią robić mobile. Nie potrafią = nie mają u siebie kompetencji ani strategicznych ani technologicznych. Ale niestety muszą się w niego bawić, gdyż klienci od nich tego wymagają (‚wszyscy mają appkę, chcę i ja’) albo też poczuli kasę i chcą na tym segmencie usług najzwyczajniej w świecie zarobić. More money but less fun. Wkrótce więc będą połykać mniejszych graczy, by jednak budować te kompetencje u siebie. Dziś im podzlecają. Na rynku mamy też już kilka agencji marketingu mobilnego – mniejszych i większych. Polskich i przybyłych z zagranicy. Im najbardziej kibicuję, bo wielokrotnie myślą o mobilności w podobny sposób jak ja i podobne wartości starają się promować, układając misje swoich firm. Pomimo, że w Polsce cieszymy się jak dzieci na bannerowe kampanie reklamowe na mobilnej Gazecie Wyborczej, zamiast już robić kampanie jak Grolsch, do której video pokazywałam w sobotę na fanpage’u jestem.mobi

I na takie morze wpływa właśnie mobee dick. Pozycjonujemy się raczej wśród tej trzeciej grupy, choć jesteśmy specyficzni. Nie gonimy za appkami, a bardziej za tym, aby mobilny web dobrze wyglądał. Dla pierwszej wyżej wspomnianej grupy możemy być symbiontem, dla drugiej – konkurentem, dla trzeciej – kumplem do flaszki. Walczymy wyłącznie w przetargach, poza nimi mamy przecież wspólny, nadrzędny cel – wszystkim nam zależy na popularyzacji naszych usług.

Tyle o mobee dicku. Ten blog nie służył i nie będzie służyć dla lansu firm, w których pracuję. Blog ten służy branży.

Po drugie, będzie nowe jestem.mobi.

Niedługo zmieni się layout bloga. Będzie ciut mniej blogowo, trochę bardziej serwisowo. Rozdzielę wpisy blogowe, od eksperckich i gościnnych. Z tego miejsca zachęcam „tych od flaszki” do współpracy. Każdą potrzebę uzewnętrznienia przyjmę z otwartymi ramionami. Nie potrzebuję wyłączności. Potrzebuję mięsa. Sama też będę polować.

Jestem.mobi będzie najlepszym edukacyjno-informacyjno-inspirującym serwisem o marketingu mobilnym (nie newsowym). Czy największym? Raczej nie. Aby prezentować wysokie słupki trzeba używać języka niskich lotów, podawać plotki i z ortografią i gramatyką być na bakier. Tych, którzy proszą i poproszą mnie o statystyki bloga informuję uprzejmie – nie mam i nie będę mieć największych. Liczy się ilość czy jakość? W tej chwili nie ma drugiego takiego bloga jak jestem.mobi – głównie są techniczne (recenzje sprzętów, opisy nowinek technologicznych w nowych modelach telefonów), recenzje appek albo łączące social z mobile. Mi chodzi o czysty marketing mobilny. I tłuczenie do głowy przeciętnemu Kowalskiemu, że jego smartfon, którego dostał w promocji za złotówkę, ma moc.

Ah, i nie wysyłajcie mi informacji prasowych. Wystarczą linki do dobrych realizacji. O tych naprawdę dobrych, na stówę napiszę.

Po trzecie, prawie jak Paweł Tkaczyk…

Paweł, pozdrawiam! Jesteś moim pozytywnym wzorem w kwestiach lansu scenicznego ;-) I tak w najbliższym czasie usłyszycie stukot moich botek w Katowicach, Warszawie, Rzeszowie i Gdańsku. Być może również i w Kielcach, ale dziś to jeszcze niezaplanowane. Jeśli nie chcecie bym wyskakiwała z lodówki, to omijajcie:

W Katowicach nie gadam, tylko pstrykam. Zdam Wam potem relację.

I skoro już jestem w temacie konferencji… Po recenzjach kilku poprzednich, dostałam od Was kilka pytań, czy nie mam ochoty zorganizować prawdziwej konferencji nt. mobilności? Ochotę mam. Kasy potrzebuję. Ściągnę Wam m.in. Luke’a Wróblewskiego. Jeśli nazwisko Wam nic nie mówi, i tak kochacie jego książkę, ‚Mobile first‚. Ci bystrzejsi tłumaczą jej fragmenty na język polski i jako swoje własne mądrości sprzedają, bez podawania źródła. Jestem z nim po słowie, pasuje mu luty 2013. Przyleciałby z Kalifornii. Tani nie jest. Znajdą się sponsorzy?

Obrazek z nagłówka wpisu pochodzi z serwisu unsplash.com.

Masz chwilę? Przeczytaj jeszcze:

jestem.mobi

Zamknij

By continuing to use the site, you agree to the use of cookies. more information

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close